Autentyczność w czasach kliknięć
Gdzie dzisiaj przebiega granica między prawdą a fałszem? Coraz częściej mam wrażenie, że ta granica się zaciera. Nie dlatego, że ludzie przestali odróżniać jedno od drugiego, ale dlatego, że codziennie są bombardowani tysiącami informacji, z których wiele ma tylko jeden cel: przyciągnąć uwagę.
Od wielu lat nie oglądam telewizji. Nie dlatego, że nie lubię filmów. Wręcz przeciwnie. Sama wybieram to, co chcę obejrzeć: na Netflixie czy innej platformie. Bez reklam, które są głośniejsze od programu i próbują wmówić mi, jaki krem jest najlepszy, jaki lek powinnam kupić i czego jeszcze podobno potrzebuję. Nie chcę, żeby ktoś wciskał mi coś do podświadomości. Chcę sama decydować.
Radia również słucham coraz rzadziej. Też zalane jest reklamami i fejkowymi informacjami. A internet? Internet miał być źródłem wiedzy, a coraz częściej jest źródłem chaosu.
Ile razy widzimy krzykliwe nagłówki: „Znana aktorka uległa wypadkowi”, „Pilna wiadomość!”, „Cała Polska jest w szoku!”. Człowiek klika, a okazuje się, że chodzi o osobę, której nikt nie zna, albo o wydarzenie sprzed dwóch miesięcy.
Tytuł nie ma nic wspólnego z treścią, ale kliknięcie już zostało zaliczone.
Szczególnie irytują mnie strony udające portale kulinarne. Ludzie szukają przepisu na ciasto czy obiad, a po pewnym czasie strona zmienia nazwę i zamienia się w fabrykę sensacyjnych, często fałszywych informacji. Widziałam nawet stronę wykorzystującą wizerunek Igi Świątek. Poza zdjęciem nie miała z nią nic wspólnego. To zwykłe żerowanie na zaufaniu ludzi.
Po co to wszystko?
Dla zasięgów.
Dla reklam.
Dla pieniędzy.
Najsmutniejsze jest jednak to, że nie dotyczy to już wyłącznie mediów. Coraz częściej podobne mechanizmy stosują instytucje czy urzędy. Liczby wyświetleń przedstawia się jako wielki sukces, choć same w sobie niewiele znaczą. Dobrym przykładem jest bon turystyczny. Kto je dostaje ? Cwaniacy co potrafią szybko sie zalogowac i w jedną minute zapisać.
Drugi projekt dla dzieci z Podlaskiego jest ok. Cieszę się, że dzieci mogły skorzystać z dofinansowanych wyjazdów i to był bardzo dobry pomysł. Ale nie można na tej podstawie ogłaszać wielkiego sukcesu turystycznego regionu. To nie to samo, co świadoma decyzja turysty, który wybiera Podlasie na swój urlop.
A właśnie o takich turystów powinniśmy walczyć.
Tymczasem w mediach wciąż pokazuje się Podlasie przez pryzmat stereotypów. Człowiek bez zębów staje się symbolem regionu. Ktoś przeklinający w internecie urasta do rangi lokalnego celebryty. Potem ludzie z innych części Polski patrzą na to i myślą: „Skoro tacy są ich celebryci, to takie jest całe Podlasie”.
Naprawdę chcemy budować taki wizerunek?
Owszem, memy czasem bawią. Dwóch kosmitów przylatuje na Podlasie, po dwóch tygodniach pędzi bimber. Można się uśmiechnąć. Ale kiedy takich obrazów jest więcej niż prawdziwych historii, przestaje być śmiesznie. Zaczyna być szkodliwie.
Bo prawdziwa magia Podlasia nie ma nic wspólnego z tanimi sensacjami. To nie szeptuchy, czary ani „miejsca mocy” sprzedawane jako atrakcja.
Prawdziwa magia jest gdzie indziej.
Wstań o trzeciej nad ranem.
Jedź do puszczy.
Usiądź w ciszy.
Posłuchaj ptaków.
Zobacz mgłę unoszącą się nad łąkami.
Spotkaj żubra albo łosia. Poczuj zapach lasu po deszczu.
To jest magia.
Mamy jedne z najpiękniejszych lasów w Europie. Mamy przyrodę, której zazdroszczą nam inni. Mamy ludzi z pasją, kulturę, tradycję i miejsca, których nie da się podrobić.
Dlaczego więc tak rzadko pokazujemy właśnie to?
Na szczęście są jeszcze dziennikarze, którzy stawiają na autentyczność. Sama miałam okazję przekonać się o tym podczas rozmowy z panią Małgorzatą Ferenc. Powstał wywiad bez przekręcania słów i bez szukania taniej sensacji. Podobnie było z materiałem przygotowanym przez Telewizję Białystok. Można? Można.
Dlatego wiem, że ten zawód nie umarł. Nadal są ludzie, którzy chcą opowiadać prawdziwe historie. Problem w tym, że coraz trudniej ich usłyszeć przez hałas generowany przez tych, którzy żyją wyłącznie z kliknięć.
Autentyczność dziś jest towarem deficytowym. Wszyscy o niej mówią, ale niewielu naprawdę ją wybiera. Łatwiej wywołać skandal niż zachwyt. Łatwiej sprzedać strach niż spokój. Łatwiej napisać półprawdę niż rzetelnie sprawdzić fakty.
A przecież zaufanie buduje się latami, a traci w kilka sekund.
Może więc najwyższy czas przestać gonić za zasięgami i zacząć gonić za prawdą. Bo tylko autentyczność zostaje z człowiekiem na dłużej.
Reszta jest tylko kolejnym nagłówkiem, o którym jutro nikt już nie będzie pamiętał.
Dziwne czasy ...
Łatwiej wiele informacji sprawdzić i posiąść wiedzę a mimo to dużo więcej kłamstwa i nieprawdziwych informacji dociera do nas.
bądźmy uważni
wybierajmy
Laura
ps. trochę refleksyjnie dzisiaj ...I kilka













































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.