fb

piątek, 3 lipca 2026

O przemijaniu ...

 O przemijaniu, ludziach i świecie, którego czasem już nie rozumiem...



Przemijanie jest chyba jedyną rzeczą, której możemy być pewni.Przemijają dni, lata, relacje, miejsca, etapy życia. Przemijają ludzie, którzy pojawiają się w naszym świecie na chwilę albo na całe dekady. Jedni zostawiają ślad głęboki jak korzenie starych drzew, inni znikają tak cicho, że dopiero po czasie zauważamy ich brak.


I może właśnie na tym polega życie, na ciągłym spotykaniu i żegnaniu.


Od dziecka wtłacza się nam do głowy różne przekonania:

Tak trzeba.

Tak wypada.

Tak robili rodzice.

Tak robili dziadkowie.

Tak się żyje.


Niektóre z tych przekonań budują nas i dają fundament. Ale są też takie, które po latach zaczynają uwierać jak za ciasne buty. Bo świat się zmienia. A my często próbujemy żyć według zasad ludzi, którzy nie znali rzeczywistości, w której przyszło nam funkcjonować.


Kiedyś człowiek zaczynał pracę w jednej firmie i często zostawał tam do emerytury. To było naturalne, stabilne, zrozumiałe. Potem przyszły czasy dwóch, trzech prac w życiu. Dziś trzydziestoletni człowiek ma CV na kilka stron i nikogo to nie dziwi.


Czy to źle?

Nie wiem...


Może to znak czasów. 

Może potrzeba wolności. 

Może brak lojalności. 

A może po prostu większa świadomość, że nie musimy tkwić tam, gdzie nie jest nam dobrze.


Świat przyspieszył...


Ja jestem z pokolenia, które pamięta życie bez internetu. Pamiętam ekscytację, kiedy pojawiła się Nasza Klasa. Jak wielką radością było odnaleźć ludzi ze szkoły, przypomnieć sobie twarze, historie, śmiech sprzed lat. Potem pojawił się Facebook. A potem cały ogrom mediów społecznościowych.


Na początku byliśmy tam prawdziwi. 

Pod imieniem i nazwiskiem. 

Z własną twarzą. 

Z własnym życiem.


Dziś?


Dziś często nie wiadomo, kto jest kim.


Przez hejt, agresję, manipulację i anonimowość ludzie zaczęli chować się za fikcyjnymi kontami: Kotek, Myszka, Nick bez twarzy, bez odpowiedzialności, bez odwagi do bycia sobą.


I skoro właściciele tych platform na to pozwolili, bo przecież zasięg to pieniądz, a pieniądz to władza, to te miejsca przestały być przestrzenią wiarygodności.

Stały się też przestrzenią przestępczości ...niestety...


Dzisiaj można sprzedawać wszystko, nie pokazując twarzy. Tworzyć kursy, budować marki, kreować autorytet, nie będąc tak naprawdę nikim konkretnym.


I to zaczęło mnie przerażać.


Bo jeśli nie znamy twarzy, nie znamy prawdy.


A kiedy prawda przestaje mieć znaczenie, zaczyna się iluzja.


Trochę jak kiedyś z telewizją...


Pamiętam pierwszy telewizor u dziadka:  czarno-biały, potem kolorowy, potem telewizor stał się czymś tak oczywistym, że ludzie nie wyobrażali sobie życia bez niego.


Ja od lat żyję bez telewizora... Świadomie...


Bo w pewnym momencie zobaczyłam, że zamiast informacji dostajemy narrację. Zamiast prawdy,  manipulację. Zamiast wiedzy, reklamy, które mają nam wmówić, czego potrzebujemy.


Najlepszy krem.

Najlepszy żel.

Najlepsze życie.


Naprawdę?


Czy po prostu najlepszy ( najwyższy)  budżet reklamowy?


I teraz to samo dzieje się z internetem. Tylko na większą skalę.


Przesyt... Chaos... Nadmiar...


choć już można zgłosić hejt kilkoma kliknięciami...Nie trzeba iść na policję...


Do tego doszła sztuczna inteligencja i jeszcze bardziej zamazała granice między prawdą a fikcją.


Jako fotograf widzę to szczególnie mocno.


Zdarzyło mi się usłyszeć, że moje zdjęcie „na pewno jest zrobione przez AI”. A było moje... prawdziwe...uchwycone własnym okiem, własnym sercem.


Moja znajoma miała podobnie. Ktoś zarzucił jej oszustwo, choć zdjęcie zrobiła sama.


I wtedy dotarło do mnie coś bardzo smutnego:


doszliśmy do momentu, w którym prawda bywa mniej wiarygodna niż fikcja...


Żyjemy w świecie iluzji.


A jednocześnie próbujemy nieść w sobie wartości przekazane przez ludzi, którzy żyli w zupełnie innym świecie. W świecie prostszym,  wolniejszym, uczciwszym...


I wiecie co?


Te wartości wciąż istnieją...


Widziałam je...


W północnej Norwegii, w Finlandii. W ludziach, którzy nadal patrzą sobie w oczy, dotrzymują słowa, żyją prosto i uczciwie i dbają o siebie.  Tam jeszcze czuć, że człowiek jest ważniejszy niż obraz, który tworzy.


Może właśnie tam zrozumiałam, że mimo całego tego pędu, hałasu i iluzji, wciąż można żyć inaczej.


Bardziej prawdziwie...


Bardziej świadomie...


I może właśnie o to chodzi w tym przemijaniu:  żeby po drodze nie zgubić siebie, bo ludzie odejdą, czasy się zmienią, a technologia pójdzie dalej...


Ale pytanie zostaje jedno:


czy w tym wszystkim jeszcze umiemy być prawdziwi?


i jak nam z tym wszystkim  ? 


Laura <3 



ps. żyję prawdziwie i jestem odważna ...mówię co widzę I co myślę i nie zależy mi na ludziach którzy chcą mnie zmieniać lub sami żyją w kłamstwach...


#felieton

#obserwacje

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.