fb

piątek, 3 lipca 2026

LUDZI POZNAJE SIĘ PO DRODZE ...

 Ludzi poznaje się po drodze...



Mówią, że ludzi poznaje się w biedzie.Ja myślę, że poznaje się ich w wielu momentach  i wcale nie tylko wtedy, gdy jest źle.


Poznajemy ich wtedy, gdy jesteśmy szczęśliwi. Widać wtedy bardzo wyraźnie, kto stoi obok nas naprawdę, a kto znika, bo cudza radość uwiera bardziej niż własny smutek.


Poznajemy ich wtedy, gdy pracujemy. W tym, jak patrzą na naszą pracę. Czy widzą w niej wartość, serce, zaangażowanie. Czy potrafią powiedzieć: „to, co robisz, ma znaczenie”. Czy raczej traktują wszystko jak usługę do odhaczenia: zrobiłeś swoje, możesz iść.


Czasem znamy kogoś wiele lat, mijamy się, rozmawiamy, bywamy obok siebie, a jednak nigdy nie pojawia się z jego strony prawdziwe wsparcie. Nigdy nie poda ręki tam, gdzie mógłby. A jeśli już życie ustawi sytuację tak, że coś się wydarzy „przy okazji”, potrafi sprawić, że czujesz się nieważny. Jakbyś był tylko dodatkiem.


Dziś dużo obserwuję. Już mniej pytam.


Patrzę, jak ludzie mnie traktują. Jak reagują na moje działania, na moją pracę, na moje pomysły.


I widzę też moich klientów:  ich radość, wzruszenie, zachwyt, kiedy razem podróżujemy, kiedy pokazuję im miejsca, które znam, kocham i sprawdziłam. To jest piękne. Widzieć, jak ktoś otwiera się na świat, jak doświadcza czegoś prawdziwego. W takich chwilach wiem, że moja praca ma sens.


Polecam miejsca z serca:  noclegi, restauracje, zakątki, które warto zobaczyć. Nie dlatego, że muszę. Dlatego, że chcę. Bo wierzę, że dobre rzeczy warto puszczać dalej.


I nie chodzi o wdzięczność. Nie oczekuję jej.


Ale życie uczy zauważać, kto umie działać podobnie. Kto potrafi powiedzieć o tobie dobre słowo, polecić cię dalej, wesprzeć. A kto bierze i milczy.


Są ludzie, z którymi współpracuję i wiem, że ta wymiana jest żywa. Że jest szacunek, wzajemność, obecność.


Ale są też tacy, którzy nawet bez słów pokazują ci wszystko. Spojrzeniem. Gestem. Milczeniem. Tym niewidzialnym napięciem, które mówi: „jakim prawem ci się udaje?”.


Kiedyś mnie to bolało. Drażniło. Chciałam rozmawiać, wyjaśniać, naprawiać.


Dziś już nie.


Dziś odchodzę w ciszy.


Nie daję już satysfakcji tym, którzy karmią się cudzym tłumaczeniem. Wybieram miejsca, gdzie jestem chciana. Gdzie moja obecność nie budzi dyskomfortu, tylko radość. To ważne.


Resztę omijam.


Patrzę też szerzej. Im dalej jadę, im więcej widzę świata, czy polskie drogi,  aż po tym wyraźniej widzę kontrast.


Z dystansu łatwiej dostrzec, co dzieje się na własnym podwórku.


I czasem ten obraz bywa trudny.


Bo bywają miejsca, gdzie wciąż bardziej liczy się, kto z kim jest powiązany, niż to, kim naprawdę jesteś. Gdzie wartość człowieka mierzy się układami, nazwiskiem, korzyścią.


A przecież to wszystko jest kruche.


Prawdziwa siła nie rodzi się z zazdrości.


Rodz się z umiejętności cieszenia się cudzym dobrem.


Bo kiedy potrafisz szczerze powiedzieć: „dobrze, że ci się udało”, świat zaczyna odpowiadać podobną energią.


Dziś wiem jedno.


Nie warto walczyć o miejsce tam, gdzie ktoś od początku nie chce cię widzieć.


Warto iść tam, gdzie jesteś przyjmowany z otwartością.


Bo ludzie pokazują nam, kim są... nie słowami.


Tylko tym, jak przy nas są.

i jak my czujemy się przy Nich ...


Jeśli czujemy spokój...to piękne...

Jeśli czujemy życzliwość  i troskę ...to piękne...

...

a jeśli strach lub inne niskie wibracje ...

to warto odejść i żyć szczęśliwie...


tak robię...


szanuję siebie ...


szukam nowych miejsc...

nowych ludzi ...

nowych zleceń...


wszystko  możemy zmieniać...

byle było w zgodzie z nami ...


Laura






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.