fb

środa, 30 września 2026

O zysku ...

 „Stracisz przyjaciół.

Stracisz kochanków.

Stracisz komfort.

Ale jeśli tracąc to, odnajdziesz siebie, zyskasz więcej niż królowie.”

Marek Aureliusz


Dzisiaj te słowa brzmią dla mnie zupełnie inaczej niż kiedyś...


Bo ja naprawdę dużo straciłam...



Straciłam ludzi, których obecności byłam pewna, relacje, które miały trwać, wyobrażenia o tym, jak powinno wyglądać moje życie, poczucie bezpieczeństwa i wiele rzeczy, które przez lata uważałam za oczywiste...


Ale wraz z tym wszystkim wydarzyło się coś jeszcze.


Zaczęli mi się pokazywać ludzie...


Tak naprawdę...




Bez masek, bez pięknych słów, bez deklaracji, bez historii, które przez lata sama sobie dopowiadałam...


Zobaczyłam, kto potrafi być obok, kiedy jest trudno, a kto jest obok tylko wtedy, kiedy wszystko jest wygodne.


Zobaczyłam, kto potrafi cieszyć się moim szczęściem, a kto potrzebuje, żebym była mniejsza, cichsza i mniej niezależna.


Zobaczyłam, kto naprawdę mnie zna, a kto znał tylko wersję mnie, która była dla niego wygodna.


I chyba najbardziej bolało nie to, że ludzie odchodzili.


Bolało to, że czasami musiałam zobaczyć ich na nowo...


Bo człowiek potrafi przez lata kochać nie tego, kim ktoś naprawdę jest, ale tego, kim chciałby, żeby ten ktoś był...


A potem życie zdejmuje kolejne warstwy i mówi:


Zobacz !!!  Teraz już wiesz !!!


I właśnie wtedy ogromną rolę odegrała w moim życiu Puszcza...


Bo Puszcza nie pozwala długo udawać...


Kiedy idziesz między setkami lat historii, kiedy dotykasz starego drzewa, patrzysz na mech, który cierpliwie rośnie na powalonym pniu, kiedy widzisz, jak śmierć jednego drzewa staje się początkiem życia dla dziesiątek innych organizmów, zaczynasz rozumieć, że nic nie jest dane raz na zawsze...


Puszcza nauczyła mnie, że odejście nie zawsze jest końcem...


Czasami jest miejscem, w którym zaczyna się coś nowego...


I chyba właśnie tam zaczęłam wracać do siebie...


Nie do tej Laury, którą ktoś chciał widzieć.


Nie do tej, która wszystkim pomagała, wszystko wytrzymywała, wszystko rozumiała i jeszcze potrafiła się uśmiechać.


Zaczęłam wracać do siebie prawdziwej...


Do kobiety, która też może powiedzieć „nie”...


Do kobiety, która nie musi już nikomu udowadniać swojej wartości.


Do kobiety, która może odejść z miejsca, w którym jej dusza zaczyna umierać.


Do kobiety, która zrozumiała, że ratowanie wszystkich dookoła nie może odbywać się kosztem ratowania samej siebie.


I dlatego dzisiaj bardzo mocno dbam o siebie.


O swoje ciało...


O swój umysł...


O swoją duszę...


Nie dlatego, że nagle stałam się egoistką...


Wręcz przeciwnie...


Dopiero teraz rozumiem, że dbanie o siebie nie jest egoizmem...


Jest odpowiedzialnością...


Bo jak mam dawać innym dobro, jeśli sama jestem wyczerpana?


Jak mam prowadzić ludzi przez Puszczę, jeśli nie słucham własnego ciała?


Jak mam być dla innych spokojem, jeśli we mnie nie ma już ani chwili ciszy?


Jak mam kochać życie, jeśli sama o siebie nie potrafię zadbać?


Dlatego uczę się odpoczywać bez poczucia winy...


Uczę się słuchać swojego ciała...


Uczę się odpuszczać to, czego nie muszę już dźwigać...


Pilnuję tego, czym karmią się moje myśli...


Pilnuję ludzi, których wpuszczam blisko...


Pilnuję swojej energii...


Coraz częściej wybieram ciszę zamiast tłumaczenia się, spokój zamiast walki i prawdę zamiast relacji zbudowanej na pozorach...


I właśnie tego nauczyła mnie Puszcza...


Że można być silnym bez ciągłego napinania mięśni.


Że można odejść bez nienawiści.


Że można przebudować swoje życie bez potrzeby udowadniania komukolwiek, że miało się rację.


Że można po prostu powiedzieć:


to już nie jest moje miejsce...


I pójść dalej...


Dzisiaj wiem, że nie chcę już odzyskiwać wszystkiego, co straciłam...


Nie chcę wracać do ludzi tylko dlatego, że kiedyś byli ważni...


Nie chcę wracać do życia, w którym gubiłam siebie, tylko dlatego, że było znajome...


Chcę tego, co jest prawdziwe...


Chcę ludzi, przy których mogę być sobą...


Chcę relacji, w których nie trzeba zasługiwać na szacunek...


Chcę spokoju, który nie zależy od tego, kto dzisiaj jest obok...


I chcę przede wszystkim siebie... <3 


Bo być może największym odkryciem ostatnich lat nie jest to, kto odszedł...


Największym odkryciem jest to, kto został...


A została Laura <3 


Może trochę poturbowana...


Może bardziej ostrożna...


Może już nie tak naiwna...


Ale za to prawdziwa... Na maksa...


I dzisiaj, zamiast pytać, dlaczego niektórzy ludzie mnie stracili, coraz częściej pytam siebie:


co mogę zrobić, żeby już nigdy nie stracić samej siebie?


I chyba właśnie tutaj zaczyna się moja prawdziwa wolność...


Bo kiedy przestajesz rozpaczliwie trzymać się ludzi, rzeczy i życia, które już się skończyło, zaczynasz mieć ręce wolne na to, co dopiero przychodzi... I jest piękne... 


A ja mam zamiar tymi rękami mocno przytulić życie...


I Puszczę...


I siebie...


Całą...

Ciałem, duszą i umysłem...


Laura  <3 







#felieton

poniedziałek, 14 września 2026

O kłamstwach w Internecie ...

 Ile kłamstwa mieści się w internecie?


Zastanawiam się czasem, ile kłamstwa mieści się dzisiaj w internecie...

I jeszcze bardziej zastanawia mnie coś innego. 

Jak bardzo zatarła się granica między prawdą a kłamstwem, między dobrem a złem, między tym, co oczywiste, a tym, co ktoś próbuje nam przedstawić jako oczywiste, choć wcale takie nie jest.

Bo przecież ta sama rzecz dla jednego człowieka może być dobra, a dla drugiego zła. To samo zachowanie dla jednych będzie czymś naturalnym, dla innych czymś nagannym.

Wartości, w których zostaliśmy wychowani, też nie zawsze były idealne. Dzisiaj, po latach, sama widzę rzeczy, których jako dziecko nie dostrzegałam.

Weźmy chociażby Czerwonego Kapturka.

Dziecko idzie przez las, jest wilk, wilk zjada babcię, potem Czerwonego Kapturka, pojawia się dobry myśliwy, strzela do wilka, rozcina mu brzuch i wyciąga z niego żywą Babcię i Czerwonego Kapturka...

No dobrze...

Jeżeli wilk naprawdę by ich zjadł, to raczej nie byłoby czego wyciągać. Musiałby ich najpierw porządnie pogryźć.

A gdyby potraktować tę historię dosłownie, byłaby to przecież wyjątkowo krwawa bajka dla dzieci. Tymczasem najbardziej krwawy w całej opowieści jest... czerwony kapturek.

A jednak pokolenia dzieci słuchały tej bajki i nikogo szczególnie nie dziwiło, że opowiada się ją najmłodszym.

Ja sama bardziej lubiłam Rumcajsa, Hankę i Cypiska. Takie historie opowiadał mi również Dziadek...

Ale Czerwony Kapturek zrobił swoje...

Bałam się kiedyś wilków...

Dopiero wiele lat później, kiedy zaczęłam spędzać w Puszczy noce, kiedy naprawdę zaczęłam ją poznawać, zobaczyłam, jak bardzo obraz wilka, który miałam w głowie jako dziecko, był nieprawdziwy.

Wilk przestał być potworem...

Stał się częścią żywego organizmu, jakim jest Puszcza.

I właśnie dlatego dzisiaj tak bardzo drażni mnie, kiedy ktoś w internecie opowiada ludziom rzeczy nieprawdziwe, przedstawiając je jako fakty.

Bo człowiek, który czegoś nie zna, może uwierzyć.

Dzisiaj zobaczyłam film, w którym ktoś pokazywał leżące w lesie obierki z grzybów, resztki robaczywych grzybów i kawałki grzybów po czyszczeniu.

I wielkie oburzenie...

Jak można tak zaśmiecać las?

Tylko że to nie jest śmieć...

To część lasu...

Resztki grzybów są materią organiczną, która wraca do leśnego obiegu. Grzyby rozsiewają zarodniki. To, co dla człowieka wygląda jak niepotrzebna resztka, dla lasu może być po prostu kolejnym elementem jego życia.

Sama, kiedy czyszczę grzyby w domu, resztki zanoszę z powrotem do lasu. Jeżeli coś zostało po czyszczeniu, wraca tam, skąd pochodzi.

I czasami wracam w to samo miejsce w kolejnym roku i znajduję tam prawdziwki, rydze czy podgrzybki.

Nie twierdzę, że każdy powinien robić dokładnie tak samo.

Mówię tylko, że zanim zaczniemy kogoś oskarżać o zaśmiecanie lasu, może warto najpierw wiedzieć, na czym polega las.

Bo można nakręcić film, powiedzieć coś z ogromnym przekonaniem, dodać kilka dramatycznych słów i już...


Powstaje „prawda”.

Tyle że z prawdą może mieć niewiele wspólnego...

Albo film o grzybobraniu i widać że ta Osoba celowo wprowadza w błąd podając źle nazwy grzybów...po co to robi?  Bo komentujący oburzenie zrobią jej oglądalność...

Straszne to ...

Podobnie było z kolejnym filmem dotyczącym Puszczy Białowieskiej. Ktoś uznał za herezję opowieść o tym, że Puszcza kiedyś żywiła tutejszych ludzi...

Tylko że to nie jest żadna herezja.

To była rzeczywistość...

Puszcza żywiła ludzi i w pewnym sensie nadal ich żywi...

Dawała drewno na domy i opał. Dawała grzyby, owoce, zioła, mięso, materiały potrzebne do życia. Człowiek korzystał z tego, co dawał mu las.

Nie było supermarketów pełnych gotowych mieszanek, produktów i opakowań.

Była Puszcza...

I człowiek, który musiał wiedzieć, jak z niej korzystać.

Można było ogrzać dom, zbudować dom, przygotować jedzenie, zrobić herbatę z ziół, zakonserwować mięso, wykorzystać owoce i grzyby.

Puszcza dawała schronienie, pożywienie i materiały potrzebne do życia.

Dlatego kiedy ktoś dzisiaj próbuje wmówić ludziom, że opowieść o tym, że Puszcza żywiła ludzi, jest jakąś „herezją”, zastanawiam się po co?  Czyżby też chodziło o zasięgi  ????

Do cholery weź odpowiedzialność  za to co publikujesz!


Po co przekłamywać coś, co można przecież zwyczajnie sprawdzić?

I tu dochodzimy do kolejnego problemu...

Lokalność...

W Hajnówce i okolicach mamy firmy, które naprawdę są stąd i rzeczywiście korzystają z lokalnych zasobów.

Znam między innymi Runo, które ma swoich zbieraczy, ludzi znających się na zbiorze ziół, oraz Kornino.pl, które ma własne uprawy ziół.

To są przykłady, kiedy słowo „lokalne” rzeczywiście coś znaczy.

A ilu jest takich, którzy kupują produkty gdzieś indziej, sprowadzają je z innych krajów, a potem opowiadają historię o Podlasiu, czystym powietrzu i tutejszych łąkach?

Ile razy coś zostaje nazwane produktem lokalnym tylko dlatego, że zostało tutaj zapakowane albo sprzedane?

To już nie jest drobna różnica...

To jest wprowadzanie człowieka w błąd...

I najbardziej boli mnie wtedy, kiedy produkty, które nie są lokalne, trafiają do miejsc przedstawianych jako miejsca z lokalnymi produktami.

Bo gdzieś po drodze zgubiliśmy znaczenie słów.

Lokalny przestał znaczyć lokalny...

Naturalny nie zawsze znaczy naturalny.

Zdrowy nie zawsze znaczy zdrowy.

Skuteczny nie zawsze znaczy skuteczny.

A prawdziwy nie zawsze znaczy prawdziwy.

Wystarczy odpowiednia reklama.

W internecie znajdziemy cudowne środki na odchudzanie, cudowne diety, cudowne kremy, cudowne sposoby na wszystko.

Schudniesz szybko...

Odmłodniejesz...

Pozbędziesz się problemu...

Zmienisz swoje życie...

Tylko kto bierze odpowiedzialność za człowieka, który w to uwierzy?

Kto bierze odpowiedzialność za jego zdrowie?

Kto odpowiada za konsekwencje?

Kto odpowiada za kobietę, która uwierzy, że kolejny cudowny krem cofnie czas?

Reklama?

Sprzedawca?

Influencer?

Czy może nikt?

Bo łatwo jest sprzedać nadzieję...

Znacznie trudniej wziąć odpowiedzialność za człowieka, który tę nadzieję kupił.

I dlatego coraz częściej mam wrażenie, że dzisiaj nie wygrywa najlepszy produkt.

Wygrywa ten, kto ma większy budżet na reklamę.

Ten, kto głośniej krzyczy.

Ten, kto zrobi bardziej sensacyjny film.

Ten, kto napisze mocniejszy nagłówek....bzdurny ...

Ten, kto potrafi wzbudzić strach, zachwyt albo oburzenie.

A prawda?

Prawda często siedzi cicho...

Nie krzyczy...

Nie robi sensacji...

Nie zawsze ma milion wyświetleń...

Czasami trzeba jej po prostu poszukać...

Na szczęście są jeszcze miejsca w internecie, gdzie ludzie pokazują prawdziwą pracę. Rękodzieło, rzeźby, obrazy, rzeczy wykonane własnymi rękami.

Tam również trzeba uważać, bo internet jest internetem. Nawet tam może pojawić się ktoś, kto weźmie pieniądze i nie wyśle zamówienia.

Ale mimo wszystko lubię te małe przestrzenie, w których człowiek pokazuje po prostu to, co naprawdę robi...

Bez wielkich obietnic...

Bez udawania...

Bez dorabiania historii...

I chyba właśnie tego najbardziej mi dzisiaj brakuje.

Prawdy bez reklamy...

Dobra bez wielkich słów...

Odpowiedzialności bez zasłaniania się cudzymi opiniami...

Bo internet jest dzisiaj ogromnym lasem.

Tylko że w Puszczy, kiedy nie znamy ścieżki, możemy się zatrzymać. Możemy rozejrzeć się dookoła, posłuchać, sprawdzić, dokąd prowadzi droga. Możemy zapytać kogoś, kto zna las lepiej od nas.

W internecie często robimy odwrotnie.

Idziemy za tym, kto krzyczy najgłośniej.

Za tym, kto ma najładniejsze zdjęcia.

Za tym, kto ma najwięcej obserwujących.

Za tym, kto mówi z największą pewnością siebie.

A przecież pewność siebie nie jest dowodem prawdy.

Milion wyświetleń nie jest dowodem prawdy.

Reklama nie jest dowodem jakości.

A popularność nie jest dowodem mądrości.

Może właśnie tego powinniśmy się dzisiaj nauczyć na nowo.

Nie wierzyć dlatego, że ktoś powiedział.

Nie powtarzać dlatego, że wszyscy powtarzają.

Nie udostępniać dlatego, że filmik wzbudził w nas złość.

Najpierw sprawdzić...

Najpierw pomyśleć...

Najpierw zapytać:

Skąd to wiem?

Bo można nakłamać tysiąc razy.

Można ubrać kłamstwo w piękne zdjęcie, mądre słowa, biały fartuch, lokalną etykietę, tytuł eksperta albo filmik z muzyką budującą napięcie.

Można zrobić z niego reklamę.

Można zrobić z niego sensację.

Można zrobić z niego „prawdę internetu”.

Ale od tego kłamstwo nie stanie się prawdą.

I jest jeszcze jedna rzecz, o której często zapominamy.

Za każdym takim kłamstwem stoi człowiek.

Ten, który uwierzy...

Ktoś kupi produkt, którego nie potrzebuje.

Ktoś zastosuje dietę, która może mu zaszkodzić.

Ktoś wyrzuci z lasu coś, co wcale nie jest śmieciem.

Ktoś zacznie bać się wilka, którego nigdy nie poznał.

Ktoś uwierzy w historię o miejscu, którego nigdy nie odwiedził.

Ktoś zacznie nienawidzić czegoś, czego nigdy nie próbował zrozumieć.

I właśnie dlatego słowa mają znaczenie.

To, co wrzucamy do internetu, nie znika tylko dlatego, że zamknęliśmy telefon.

Ono idzie dalej...

Do kolejnego człowieka...

I do kolejnego...q

Aż czasami kłamstwo zaczyna wyglądać jak fakt, tylko dlatego, że wystarczająco długo krążyło między ludźmi.

Dlatego zanim coś udostępnisz, zatrzymaj się na chwilę.

Nie pytaj tylko:

Czy to jest ciekawe?

Zapytaj:

Czy to jest prawdziwe?

Czy to jest dobre?

Czy nikogo tym nie krzywdzę?

I najważniejsze:

Czy gdyby to dotyczyło mnie, chciałabym, żeby ktoś bez sprawdzenia podał to dalej?

Bo może właśnie tutaj zaczyna się odpowiedzialność...

Nie przy wielkich słowach...

Nie przy moralizowaniu innych...

Tylko przy małym, własnym palcu, który zatrzymuje się nad przyciskiem „udostępnij”.

Bo czasami największym aktem odwagi w internecie nie jest powiedzieć coś głośno.

Tylko mieć odwagę powiedzieć:

Nie wiem... Sprawdzę...

A czasami największym aktem przyzwoitości jest po prostu...

nie puścić kłamstwa dalej.

Bo prawda nie potrzebuje krzyku...

Prawda może poczekać...

Kłamstwo natomiast zawsze się spieszy.

I dlatego trzeba je zatrzymać, zanim zdąży wejść do kolejnego domu, kolejnego telefonu, kolejnej głowy.

Zanim ktoś uwierzy, że wilk jest potworem.

Że grzyby są śmieciem.

Że Puszcza nigdy nie żywiła ludzi.

Że lokalne zawsze znaczy lokalne.

Że cudowna dieta jest cudowna.

Że reklama jest prawdą.

I zanim kolejny człowiek zapomni, że ma własny rozum.

Bo internet może być lasem pełnym ścieżek.

Tylko od nas zależy, za kim pójdziemy.

A ja po tylu latach wiem jedno.

W lesie nauczyłam się patrzeć nie tylko pod nogi.

Nauczyłam się patrzeć głębiej...

I może właśnie tego najbardziej potrzebujemy dzisiaj w internecie...

Nie więcej informacji...

Więcej ludzi, którzy potrafią odróżnić informację od prawdy...

Nie więcej krzyku...

Więcej odpowiedzialności za słowa...

Nie więcej ekspertów od wszystkiego...

Więcej pokory wobec tego, czego jeszcze nie wiemy...

Bo prawda nie zawsze jest efektowna.

Czasami jest cicha...

Czasami niewygodna...

Czasami nie przynosi pieniędzy...

Czasami nie dostanie tysiąca lajków...

Ale nadal pozostaje prawdą.

A kłamstwo?

Może mieć milion wyświetleń.

Może być pięknie opakowane.

Może być powtarzane przez tysiące ludzi.

Może nawet przez chwilę wyglądać jak dobro.

Ale jeśli jest kłamstwem, nadal nim pozostaje.

I chyba właśnie dlatego dzisiaj, zanim uwierzę, zanim ocenię, zanim udostępnię...

sprawdzam.

Bo nie chcę być kolejnym ogniwem w łańcuchu cudzego kłamstwa.

Nie chcę straszyć wilkiem, którego sama kiedyś się bałam.

Nie chcę nazywać śmieciem tego, czego nie rozumiem.

Nie chcę odbierać Puszczy jej prawdziwej historii.

I nie chcę sprzedawać ludziom pięknych słów, jeśli za nimi nie stoi prawda.

Bo ostatecznie każdy z nas codziennie wybiera.

Czy będzie kolejnym człowiekiem, który kłamstwo powtarza, czy tym, który odważy się je zatrzymać...


Laura <3 


ps. a jak to jest u Ciebie  ?










wtorek, 8 września 2026

O Dumie ...lokalnej ...

 DUMA PRZED UPADKIEM STOI

Dzisiaj odbyłam bardzo ciekawą rozmowę.

Taką, która została ze mną na dłużej i zaczęła we mnie pracować.

Rozmawialiśmy o Puszczy, grzybach, o tym, kto co zna, kto czego szukał i gdzie można coś znaleźć. W pewnym momencie pomyślałam sobie, jak bardzo różnie możemy patrzeć na to samo miejsce.

I właśnie wtedy wróciła do mnie myśl, którą od jakiegoś czasu obserwuję.

Duma...

Ta lokalna...

Ta, która mówi:

My jesteśmy stąd...

My wiemy...

My znamy każdy zakątek...

My wiemy, jak tutaj jest...

A ci z zewnątrz ?

Niech najpierw trochę pomieszkają...

Tylko że życie nie działa aż tak prosto.

Bo można być stąd od urodzenia i nie znać wielu rzeczy, które ktoś przyjezdny zobaczy po kilku latach.

Można mieszkać przy lesie i nigdy naprawdę do niego nie wejść.

Można codziennie przejeżdżać przez Puszczę i nie zauważać tego, co dla kogoś innego jest fascynujące.

I dokładnie tak samo działa to w drugą stronę.

Ktoś przyjeżdża tutaj i też nie będzie wiedział wszystkiego.

Dlatego zamiast udowadniać sobie nawzajem, kto ma większą wiedzę, może warto czasami po prostu powiedzieć:

Pokaż mi...

Bo co złego się stanie?

Nic...

Może dowiem się czegoś nowego...

Może ty dowiesz się czegoś ode mnie...

Może razem zobaczymy coś, czego żadne z nas wcześniej nie zauważyło...

Ja sama jestem tego najlepszym przykładem.

Mieszkam tutaj osiem lat...

Zaczynam dziewiąty rok...

Dzisiaj mówię już: 

jestem z Hajnówki...

Bo osiem lat życia w jednym miejscu to naprawdę kawał czasu.

Ale jednocześnie mam świadomość, że przyjechałam tutaj z innego świata, z innymi doświadczeniami, innymi miejscami w pamięci, innymi ludźmi spotkanymi po drodze.

Zwiedziłam osiemnaście krajów Świata...

Mieszkałam w wielu miejscach ...

Poznałam bardzo wielu ludzi...

I chyba właśnie podróże nauczyły mnie najbardziej jednej rzeczy:


nie ma jednego sposobu patrzenia na świat !!!


To, co w jednym miejscu jest oczywiste, w innym może być zupełnie niezrozumiałe.

To, co gdzieś jest tradycją, gdzie indziej może być dziwactwem.

To, co dla jednych jest przysmakiem, dla innych jest czymś, czego nigdy nie wzięliby do ust.

I im więcej świata człowiek zobaczy, tym trudniej jest mu powiedzieć:

„Tylko ja mam rację.”

Bo zaczyna rozumieć, że świat jest dużo większy od naszego podwórka.

I dlatego ludzie, którzy przyjeżdżają tutaj z innych miejsc, nie powinni być automatycznie traktowani jak ci, którzy chcą miejscowym mówić, jak mają żyć... 

Czasami rzeczywiście ktoś przyjeżdża i próbuje pouczać.

Ale czasami przyjeżdża ktoś, kto po prostu widzi inaczej... I chce realnie pomóc...

I to „inaczej” nie musi być lepsze...

Ale może być ciekawe...

Może otworzyć kolejne drzwi...

Może pokazać inną perspektywę...

Ja sama wielokrotnie przekonałam się, że wiedza nie ma meldunku...

Nie ma adresu...

Nie pyta, kto urodził się w Hajnówce, a kto przyjechał tutaj kilka lat temu.

Kiedy rozmawiam z leśnikami, uczę się od nich.

Kiedy rozmawiam z mieszkańcami, uczę się od nich.

Kiedy spotykam kogoś, kto przyjechał z drugiego końca Polski, również mogę się od niego czegoś nauczyć.

I nie widzę w tym żadnego zagrożenia dla własnej wiedzy.

Wręcz przeciwnie...


Im więcej wiem, tym bardziej wiem, jak wiele jeszcze nie wiem.


A Puszcza jest pod tym względem niesamowita...

Można chodzić do niej przez lata i wciąż coś odkrywać...

Nowy gatunek...

Nową roślinę...

Nową ścieżkę...

Nową historię...

Nowe znaczenie czegoś, co wydawało się znajome...

Nawet nazwy potrafią być różne.

Jedni mówią tak, inni inaczej.

Jedni na kanię powiedzą sowa, inni będą szukać sowy wysoko na drzewie.

Jedni na jedną roślinę powiedzą bukwica, inni użyją właściwej nazwy gatunkowej...

I kto ma rację?

Czasami obie strony...

Bo język, tradycja i lokalne nazewnictwo również mają swoje życie...

Dlatego naprawdę nie rozumiem, dlaczego tak łatwo przychodzi nam obrażać się na cudzą wiedzę.

Dlaczego przyjęcie czyjejś podpowiedzi miałoby oznaczać, że jesteśmy gorsi?

Dlaczego powiedzenie:

„Dobra, pokaż mi”

miałoby odbierać nam dumę?

Może właśnie odwrotnie.

Może prawdziwa pewność siebie pozwala powiedzieć:

„Nie wiem. Naucz mnie.”

I dlatego myślę sobie czasami, że zamiast dzielić ludzi na „stąd” i „przyjezdnych”, moglibyśmy zacząć dzielić ich trochę inaczej:

na tych, którzy chcą się od siebie uczyć,

i na tych, którzy już wszystko wiedzą.

Bo z tymi pierwszymi można naprawdę wiele zbudować...

A tym drugim pozostaje tylko pilnowanie własnej dumy.

A przecież…

duma przed upadkiem stoi...

Czasami wystarczy odrobina pokory, żeby zamiast się przewrócić, po prostu zobaczyć coś nowego.


Laura 

ps. pokora to droga do wolności i wiedzy ...





a to kilka kadrów ...stąd...


wtorek, 18 sierpnia 2026

CO MA PRZYJŚĆ, NIECHAJ PRZYJDZIE...

CO MA PRZYJŚĆ, NIECHAJ PRZYJDZIE

Nie wiem, czy też to czujecie, ale mam wrażenie, że ostatnio wszystko przyspieszyło.

Patrzę na Puszczę Białowieską i widzę to bardzo wyraźnie. Procesy, które kiedyś trwały latami, dziś jakby dzieją się na naszych oczach. Leżące pnie szybciej wracają do ziemi. Wilgoć, grzyby, owady, zwierzęta robią swoje. Jeleń czy sarna potrafią rozgryzać drewno, które jeszcze niedawno wydawało się niemal nienaruszalne.

Puszcza nie pyta, czy już czas.

Po prostu robi swoje.

I chyba coraz częściej my, ludzie, też jesteśmy wrzucani w takie przyspieszenie.

Widać je wszędzie. W świecie, w polityce, w relacjach, w życiu. O polityce nie będę się wypowiadać. Od kilku lat trzymam się od niej z daleka i dobrze mi z tym.

Za to bardzo uważnie obserwuję ludzi.

I siebie...

Przeszłam w ostatnich latach przez niejeden proces. Był taki moment, kiedy naprawdę miałam wrażenie, że życie zabrało mi wszystko naraz. Zdrowie, finanse, pracę, relacje i poczucie bezpieczeństwa. Bywały poranki, kiedy zastanawiałam się, po co właściwie wstawać.

Ale zawsze gdzieś z tyłu głowy pojawiała się jedna myśl:

A może właśnie dzisiaj wydarzy się coś, czego zupełnie się nie spodziewam?

Nie czekałam nawet na wielki cud.

Wystarczyłby zwrot akcji...

Próbowałam planować,  kombinować, wymyślać, jak powinno wyglądać moje życie, żeby wreszcie było dobrze.

I długo nic...

Aż w końcu powiedziałam sobie:

Laura, puść !!!!

Puść  kontrolę!!!

Nie wymyślaj już, co ma się wydarzyć.

Nie próbuj wszystkiego kontrolować.

Nie pisz scenariusza.

"Niech przyjdzie to, co ma przyjść.

Niech odejdzie to, co ma odejść."

I zaczęłam sobie tę piosenkę śpiewać.

Codziennie.

I wtedy zaczęło się dziać coś bardzo ciekawego.

Zaczęli pojawiać się ludzie.

Tacy naprawdę dobrzy...

Świetliści...

Prawdziwi...

Czasami spotykam ich w Puszczy zupełnie przypadkiem. Stoję przy żubrze i nawet z nikim nie rozmawiam, a po chwili dzieje się coś, co zostaje ze mną na długo.

Poznałam kobietę, która pisze książki i fotografuje. Tego samego dnia poznałam kolejną fantastyczną kobietę i jej męża... cudni wysokowibracyjni...

Poznałam mężczyznę z psem, gęsią i kaczką. Tak, dobrze przeczytaliście. Psa, gęś i kaczkę miał ze sobą człowiek, który okazał się niezwykle dobrym, ciepłym człowiekiem...obserwuję Go w mediach społecznościowych...

Poprosił o podwiezienie do Białowieży.

W naszym samochodzie nie było już miejsca.

I co?

Nowo poznani ludzie wzięli go do swojego samochodu i zawieźli...poprosiłam i się zgodzili...

Tak po prostu.

Bez wielkich deklaracji.

Bez pytania: „A co ja z tego będę miał?”.

Po prostu pomogli...

I właśnie takie sytuacje coraz częściej spotykają mnie w życiu.

Czasami idę przez Puszczę i spotykam rodzinę z dziećmi. Dzieci są głośne, biegają, nie bardzo wiedzą, po co właściwie tutaj przyjechały.

Kiedyś może powiedziałabym rodzicom, żeby je uspokoili.

Dzisiaj podchodzę do dzieci i pytam:

„Po co tu przyjechaliście? Co chcielibyście zobaczyć?”

I nagle wszystko się zmienia.

Zaczynamy szukać mrówek, biedronki, korzeni, roślin...

Małych rzeczy...

I te dzieci nagle widzą Puszczę.

Nie musiałam ich uciszać.

Wystarczyło dać im coś, co je zainteresowało.

I chyba właśnie tego uczę się również o dorosłych.

Nie każdego trzeba przekonywać.

Nie każdego trzeba zatrzymywać.

Nie każdemu trzeba tłumaczyć siebie.

Niektórzy ludzie przychodzą na chwilę.

Niektórzy zostają na długo...

A niektórzy odpadają od nas jak dojrzałe owoce.

I coraz częściej pozwalam im odejść.

Bez walki...

Bez złości...

Bez pytania: „Dlaczego?”.

Jestem już dużo silniejsza...

Pilnuję swoich granic...

Jeżeli ktoś próbuje je przekraczać, może się po prostu okazać, że jestem już niedostępna.

I wiecie co?

To jest cudowne uczucie.

Bo po raz pierwszy naprawdę mam poczucie, że wybieram.

Nie patrzę już na to, co ktoś może mi dać... nigdy nie byłam materialistką...

Nie patrzę na pieniądze, pozycję, znajomości czy korzyści...

Patrzę na człowieka.

Na to, kim jest...

Jak traktuje innych...

Jak traktuje słabszych...

Jak zachowuje się wtedy, kiedy nikt nie patrzy.

I wiem też, że ludzie są w swoich procesach.

Czasami byliśmy sobie bliscy.

Lubiliśmy ze sobą przebywać.

Mieliśmy wspólne ścieżki.

A potem nagle okazuje się, że nasze drogi się rozchodzą.

Bo dla jednej osoby najważniejsze stają się pieniądze.

Dla drugiej opinia innych.

Dla trzeciej jakaś opowieść zasłyszana od kogoś.

I tutaj nauczyłam się jeszcze jednej rzeczy.

Nigdy nie warto wierzyć we wszystko, co ktoś mówi o drugim człowieku.

Zawsze można zapytać tego człowieka.

Zwłaszcza w małym mieście.

W Hajnówce nasłuchałam się już tylu historii na swój temat, że czasami naprawdę chce mi się śmiać... 

Powiedziałabym, że jakieś 95 procent z nich nie miało wiele wspólnego z prawdą.

Ale może właśnie dlatego dzisiaj już się tym nie przejmuję.

Ludzie będą mówić.

Nie zatrzymamy tego.

Możemy za to zdecydować, kim my będziemy wobec innych ludzi i kim się otaczamy...

I chyba właśnie o tym jest mój obecny czas.

O wybieraniu...

O odpuszczaniu...

O dbaniu o siebie...

O zdrowiu, które bardzo wyraźnie mówi mi teraz: „Zatrzymaj się i zajmij się mną”.

Więc się zajmuję.

Zajmuję się swoim ciałem, swoją głową, swoim duchem.

A mój duch w Puszczy jest szczęśliwy jak dziecko.

Mój umysł natomiast robi porządki.

Wyrzuca to, co już niepotrzebne.

Przywraca wspomnienia, które chcę zachować.

A te, których nie potrzebuję, układa gdzieś głęboko w szafie.

Nie muszę ich codziennie oglądać.

Wystarczy, że wiem, gdzie są.

I może właśnie dlatego coraz bardziej czuję, że życie naprawdę przyspieszyło.

Puszcza przyspieszyła swoje procesy.

Ludzie szybciej pojawiają się i znikają.

Relacje szybciej pokazują swoją prawdziwą twarz.

Rzeczy, które kiedyś potrzebowały lat, czasami dzieją się w kilka miesięcy.

A my?

My uczymy się nadążać.

Albo uczymy się odpuszczać.

Ja wybieram to drugie.

Co ma przyjść, niechaj przyjdzie.

Co ma odejść, niech odejdzie.

Nie będę już zatrzymywać rzeki.

Popłynę z nią...

A dzisiaj pada.

I bardzo dobrze.

Będę sprzątać, bo lubię sprzątać...

Pojadę do miasta, pozałatwiam swoje sprawy i zajmę się tym, czym trzeba się zająć.

A potem wrócę do Puszczy...

Do mojego miejsca...

Do siebie...

I może właśnie tam, pomiędzy drzewami, znowu spotkam kogoś, kogo życie postawi na mojej drodze dokładnie wtedy, kiedy powinno.

Bo coraz bardziej wierzę, że nie wszystko trzeba planować.

Niektóre rzeczy po prostu trzeba pozwolić, żeby się wydarzyły.

Cudownego wtorku.

Dbajcie o siebie.

I o tych dobrych ludzi, których życie czasami stawia obok Was zupełnie przypadkiem.

Buziaki ❤️


Laura 













niedziela, 2 sierpnia 2026

Dojrzałość i szczęście co mają wspolnego ?

Czy ilość lat ma znaczenie  ? 

Z wiekiem zmienia się nie świat. Zmieniamy się my.

Każdy etap życia ma swoich bohaterów, swoje marzenia i swoje zachwyty. To, co wydaje nam się najważniejsze w wieku dwudziestu lat, po pięćdziesiątce często wywołuje już tylko uśmiech. Nie dlatego, że było głupie. Po prostu człowiek dojrzewa.

Kiedy jesteśmy bardzo młodzi, zachwyca nas to, co widać: piękne domy, szybkie samochody, modne ubrania, markowe buty, biżuteria. Chcemy mieć. Wydaje nam się, że właśnie to jest wyznacznikiem sukcesu. Niektórzy odkrywają wtedy również podróże. Ja miałam to szczęście, że kochałam je od dziecka. Dla mnie świat zawsze był ciekawszy niż rzeczy. Ale wiem, że nie każdy ma w sobie tę potrzebę. Czasem trzeba ją w kimś obudzić, a czasem nie pojawia się nigdy.

Później przychodzi czas realizowania scenariusza, który wielu z nas wyniosło z domu: wykształcenie, praca, mieszkanie, ślub, dzieci, pies, drzewo. Jedni tego chcą, inni nie. 

Dzisiaj młodzi ludzie coraz częściej wybierają inną drogę. Najpierw chcą zapewnić sobie bezpieczeństwo finansowe, podróżować, rozwijać się zawodowo. Dzieci schodzą na dalszy plan albo nie pojawiają się wcale. Nie oceniam tego. Każde pokolenie żyje w innych realiach i podejmuje decyzje na podstawie własnych doświadczeń.

Coraz częściej spotykam pary, które poznały się po trzydziestce i świadomie rezygnują z rodzicielstwa. Są szczęśliwi, mają swoje pasje, ogród, działkę, podróże. Dla nich właśnie tak wygląda spełnione życie. I mają do tego pełne prawo.

Po czterdziestce u wielu ludzi zaczyna się coś zmieniać. Nagle okazuje się, że sukces zawodowy nie daje wszystkiego. Zaczynamy bardziej doceniać rodziców, często wtedy, gdy już ich nie ma. Zaczynamy zadawać sobie pytanie, czym właściwie jest szczęście.

I tu dochodzimy do rzeczy najtrudniejszej.

Niewielu ludzi rozumie, że szczęście nie jest nagrodą za osiągnięcia. Nie zależy od tego, ile mamy pieniędzy, jaki samochód stoi pod domem ani z kim robimy sobie zdjęcia. Szczęście to umiejętność cieszenia się chwilą, bycie tu i teraz. To naprawdę wyższa szkoła jazdy, ale można się jej nauczyć.

Po pięćdziesiątce wiele osób zaczyna patrzeć na życie z jeszcze większym spokojem. Spełniają marzenia odkładane przez lata. Wreszcie znajdują czas dla siebie. Dbają o siebie nie z próżności, ale dlatego, że zrozumieli swoją wartość.

Dzisiaj usłyszałam od pewnej kobiety piękne zdanie: „Jestem sama, ale nie jestem samotna". Bardzo je rozumiem. Samotność i bycie samemu to nie jest to samo. Można żyć bez partnera i mieć dobre, pełne życie. Można realizować swoje marzenia, podróżować, rozwijać się i czuć wewnętrzny spokój.

Zmienia się również to, kogo podziwiamy.

Dwudziestolatkowie często zachwycają się miliarderami i celebrytami. Patrzą na ich majątek i popularność, wierząc, że to jest definicja sukcesu. Z wiekiem zaczynamy jednak dostrzegać coś więcej. Za pieniędzmi często kryje się ogromna presja, brak prywatności i życie pod nieustanną oceną innych.

Sama kiedyś zbierałam książki z autografami autorów. Chodziłam na wieczory autorskie, do teatru, do opery. Nadal to lubię, choć dziś bardziej cenię samo spotkanie z kulturą niż możliwość zobaczenia znanej osoby. Celebryci przestali mnie fascynować. Widzę w nich przede wszystkim ludzi, którzy  tak jak każdy z nas mają swoje problemy i pragną czasem po prostu spokojnie napić się kawy czy zrobić zakupy bez błysku fleszy.

Podobnie patrzę na polityków. Z wiekiem łatwiej dostrzec, jak wiele w polityce jest obietnic, a jak niewiele konsekwencji. Doświadczenie uczy odróżniać słowa od czynów.

Nie twierdzę, że każdy przeżywa życie tak samo. To tylko moje obserwacje. Każdy ma własną drogę, własne lekcje i własne tempo dojrzewania.

Jednego jestem jednak pewna. Z wiekiem coraz mniej imponuje nam to, co można kupić, a coraz bardziej to, czego kupić się nie da: spokój, zdrowie, bliskość, wolność, dobre relacje i umiejętność cieszenia się zwykłym dniem.

I może właśnie to jest największy luksus, na jaki stać człowieka.

"Krocz spokojnie

wsród zgiełku i pospiechu

pamiętaj, jaki spokój

można znaleźć w milczeniu"

Max Ehrmann



" przechodzę spokojnie przez hałas " 

to największa umiejętność  ...nowo nabyta ...

te słowa nabrały teraz dla mnie nowego znaczenia 

Ostatnie warsztaty wiele mi uzmysłowiły...

Dużo widzę, ale nie wszystko  mówię i już nie piszę o niektórych sytuacjach...

bo spokój jest bezcenny 

i ...

a to już tylko moje ...


Laura 

ps. a to moja osobista desiderata 




czwartek, 23 lipca 2026

Ile waży jeden stres?


 

Myślisz, że jedno słowo nic nie znaczy?

Że kolejna awantura to tylko emocje. Że wypity alkohol to twoja sprawa. Że hejt w internecie to tylko komentarz. Że obgadanie sąsiadki, poniżenie bliskiej osoby czy nastawianie ludzi przeciwko komuś to zwykłe życie.

Naprawdę tak myślisz?

Nie masz pojęcia, co dzieje się w organizmie człowieka, którego właśnie ranisz.

Nie widzisz jego wyników badań. Nie wiesz, ile nocy nie przespał. Nie wiesz, ile razy płakał po cichu, żeby nikt nie zobaczył. Nie wiesz, ile kosztuje go zwykłe wstanie z łóżka.

Nie wiesz, że być może od miesięcy walczy z chorobą. Z cukrzycą. Z Hashimoto. Z chorobą tarczycy. Z insulinoopornością. Z chorobą serca. Z depresją. Z nowotworem. Albo z innym schorzeniem, którego nie widać na pierwszy rzut oka.

A mimo to każdego dnia dokładamy mu kolejny ciężar.

Kolejny stres.

Kolejny lęk.

Kolejne poczucie, że nie jest wystarczający.

Nie każda choroba bierze się ze stresu. Ale każdy lekarz powie, że przewlekły stres potrafi odebrać organizmowi siły do walki. Potrafi pogorszyć stan zdrowia. Potrafi sprawić, że człowiek zwyczajnie przestaje chcieć widzieć sens życia.

Dlatego czasem największą pomocą nie jest kolejna rada.

Największą pomocą jest... przestać ranić.

Przestać być źródłem cierpienia.

Zastanawiam się czasem, dlaczego tak łatwo przychodzi nam oceniać, a tak trudno okazać serce.

Dlaczego, kiedy widzimy, że ktoś jest wyśmiewany, obrażany czy niszczony psychicznie, najczęściej odwracamy wzrok?

Bo to nie nasza sprawa.

Do czasu.

Bo życie ma dziwny sposób przypominania nam, że wszystko może się odwrócić. Dzisiaj cierpi ktoś obok. Jutro możesz to być ty. Albo ktoś, kogo kochasz najbardziej.

Obserwuję ludzi.

Widzę sąsiadów, którzy potrafią zatruwać sobie życie każdego dnia. Widzę plotki, zazdrość, złośliwość, małe wojny prowadzone latami.

Ale widzę też coś zupełnie innego.

Widzę ludzi, którzy potrafią podzielić się miską gorącej zupy. Zadzwonić z pytaniem: „Jak się czujesz?”. Pomóc bez rozgłosu i bez oczekiwania czegokolwiek w zamian.

I myślę sobie...

To właśnie oni zmieniają świat.

Nie ci, którzy najgłośniej mówią o miłości.

Ci, którzy po prostu ją okazują.

Ostatnie wydarzenia w moim życiu wiele mnie nauczyły.

Pokazały mi, kto jest moim spokojem, a kto moją burzą.

Przez lata wierzyłam, że wystarczy medytować. Myśleć pozytywnie. Pracować nad sobą.

Dziś wiem, że to tylko część prawdy.

Bo jeśli każdego dnia ktoś odbiera ci poczucie bezpieczeństwa, jeśli żyjesz w ciągłym napięciu, jeśli twój organizm nie ma kiedy odpocząć, żadna afirmacja nie rozwiąże problemu.

Najpierw trzeba zobaczyć, skąd ten stres naprawdę się bierze.

A jeśli można – odciąć się od tego, co powoli odbiera życie.

W ostatnim czasie zrezygnowałam z wielu rzeczy.

Nie dlatego, że przestały być ważne.

Dlatego, że odkryłam coś znacznie cenniejszego.

Spokój.

Nie luksusowy samochód.

Nie kolejne pieniądze.

Nie uznanie.

Spokój.

Za każdym razem, kiedy idę do lasu, do puszczy, czuję, jak moje serce zwalnia. Jak oddech staje się głębszy. Jak ciało przypomina sobie, że nie musi cały czas walczyć.

I wtedy myślę...

Jak wielu ludzi nigdy nie daje tego spokoju swoim najbliższym?

Jeśli po przeczytaniu tych słów choć jedna osoba zastanowi się, zanim wypowie kolejne raniące zdanie, zanim napisze kolejny pełen nienawiści komentarz, zanim wywoła następną awanturę...

to ten tekst miał sens.

Bo nigdy nie wiemy, ile sił zostało drugiemu człowiekowi.

A czasem właśnie od nas zależy, czy będzie miał powód, by walczyć dalej.

Dlatego dziś życzę Ci czegoś prostego.

Nie sukcesów.

Nie pieniędzy.

Nie sławy.

Życzę Ci spokoju.

Bo dopiero wtedy naprawdę zaczyna się życie.


Laurka ❤️ 

ps. Spokój nie ma ceny ...


niedziela, 12 lipca 2026

AUTENTYCZNOŚĆ W CZASACH KLIKNIĘĆ ...


Autentyczność w czasach kliknięć

Gdzie dzisiaj przebiega granica między prawdą a fałszem? Coraz częściej mam wrażenie, że ta granica się zaciera. Nie dlatego, że ludzie przestali odróżniać jedno od drugiego, ale dlatego, że codziennie są bombardowani tysiącami informacji, z których wiele ma tylko jeden cel:  przyciągnąć uwagę.

Od wielu lat nie oglądam telewizji. Nie dlatego, że nie lubię filmów. Wręcz przeciwnie. Sama wybieram to, co chcę obejrzeć: na Netflixie czy innej platformie. Bez reklam, które są głośniejsze od programu i próbują wmówić mi, jaki krem jest najlepszy, jaki lek powinnam kupić i czego jeszcze podobno potrzebuję. Nie chcę, żeby ktoś wciskał mi coś do podświadomości. Chcę sama decydować.

Radia również słucham coraz rzadziej. Też zalane jest reklamami i fejkowymi informacjami.  A internet? Internet miał być źródłem wiedzy, a coraz częściej jest źródłem chaosu.

Ile razy widzimy krzykliwe nagłówki: „Znana aktorka uległa wypadkowi”, „Pilna wiadomość!”, „Cała Polska jest w szoku!”. Człowiek klika, a okazuje się, że chodzi o osobę, której nikt nie zna, albo o wydarzenie sprzed dwóch miesięcy. 

Tytuł nie ma nic wspólnego z treścią, ale kliknięcie już zostało zaliczone.

Szczególnie irytują mnie strony udające portale kulinarne. Ludzie szukają przepisu na ciasto czy obiad, a po pewnym czasie strona zmienia nazwę i zamienia się w fabrykę sensacyjnych, często fałszywych informacji. Widziałam nawet stronę wykorzystującą wizerunek Igi Świątek. Poza zdjęciem nie miała z nią nic wspólnego. To zwykłe żerowanie na zaufaniu ludzi.

Po co to wszystko? 

Dla zasięgów. 

Dla reklam. 

Dla pieniędzy.

Najsmutniejsze jest jednak to, że nie dotyczy to już wyłącznie mediów. Coraz częściej podobne mechanizmy stosują instytucje czy urzędy. Liczby wyświetleń przedstawia się jako wielki sukces, choć same w sobie niewiele znaczą. Dobrym przykładem jest bon turystyczny. Kto je dostaje ? Cwaniacy co potrafią szybko sie zalogowac i w jedną minute zapisać. 

Drugi projekt dla dzieci z Podlaskiego jest ok. Cieszę się, że dzieci mogły skorzystać z dofinansowanych wyjazdów i to był bardzo dobry pomysł. Ale nie można na tej podstawie ogłaszać wielkiego sukcesu turystycznego regionu. To nie to samo, co świadoma decyzja turysty, który wybiera Podlasie na swój urlop.

A właśnie o takich turystów powinniśmy walczyć.

Tymczasem w mediach wciąż pokazuje się Podlasie przez pryzmat stereotypów. Człowiek bez zębów staje się symbolem regionu. Ktoś przeklinający w internecie urasta do rangi lokalnego celebryty. Potem ludzie z innych części Polski patrzą na to i myślą: „Skoro tacy są ich celebryci, to takie jest całe Podlasie”.

Naprawdę chcemy budować taki wizerunek?

Owszem, memy czasem bawią. Dwóch kosmitów przylatuje na Podlasie, po dwóch tygodniach pędzi bimber. Można się uśmiechnąć. Ale kiedy takich obrazów jest więcej niż prawdziwych historii, przestaje być śmiesznie. Zaczyna być szkodliwie.

Bo prawdziwa magia Podlasia nie ma nic wspólnego z tanimi sensacjami. To nie szeptuchy, czary ani „miejsca mocy” sprzedawane jako atrakcja.

Prawdziwa magia jest gdzie indziej.

Wstań o trzeciej nad ranem. 

Jedź do puszczy. 

Usiądź w ciszy. 

Posłuchaj ptaków. 

Zobacz mgłę unoszącą się nad łąkami. 

Spotkaj żubra albo łosia. Poczuj zapach lasu po deszczu.

To jest magia.

Mamy jedne z najpiękniejszych lasów w Europie. Mamy przyrodę, której zazdroszczą nam inni. Mamy ludzi z pasją, kulturę, tradycję i miejsca, których nie da się podrobić.

Dlaczego więc tak rzadko pokazujemy właśnie to?

Na szczęście są jeszcze dziennikarze, którzy stawiają na autentyczność. Sama miałam okazję przekonać się o tym podczas rozmowy z panią Małgorzatą Ferenc. Powstał wywiad bez przekręcania słów i bez szukania taniej sensacji. Podobnie było z materiałem przygotowanym przez Telewizję Białystok. Można? Można.

Dlatego wiem, że ten zawód nie umarł. Nadal są ludzie, którzy chcą opowiadać prawdziwe historie. Problem w tym, że coraz trudniej ich usłyszeć przez hałas generowany przez tych, którzy żyją wyłącznie z kliknięć.

Autentyczność dziś jest towarem deficytowym. Wszyscy o niej mówią, ale niewielu naprawdę ją wybiera. Łatwiej wywołać skandal niż zachwyt. Łatwiej sprzedać strach niż spokój. Łatwiej napisać półprawdę niż rzetelnie sprawdzić fakty.

A przecież zaufanie buduje się latami, a traci w kilka sekund.

Może więc najwyższy czas przestać gonić za zasięgami i zacząć gonić za prawdą. Bo tylko autentyczność zostaje z człowiekiem na dłużej.

Reszta jest tylko kolejnym nagłówkiem, o którym jutro nikt już nie będzie pamiętał.

Dziwne czasy ...

Łatwiej wiele informacji sprawdzić i posiąść wiedzę a mimo to dużo więcej kłamstwa i nieprawdziwych informacji dociera do nas. 


bądźmy uważni 

wybierajmy 


Laura 

ps. trochę refleksyjnie dzisiaj ...I kilka 

kadrów z mojej puszczy o poranku dzisiaj ...