fb

czwartek, 23 lipca 2026

Ile waży jeden stres?


 

Myślisz, że jedno słowo nic nie znaczy?

Że kolejna awantura to tylko emocje. Że wypity alkohol to twoja sprawa. Że hejt w internecie to tylko komentarz. Że obgadanie sąsiadki, poniżenie bliskiej osoby czy nastawianie ludzi przeciwko komuś to zwykłe życie.

Naprawdę tak myślisz?

Nie masz pojęcia, co dzieje się w organizmie człowieka, którego właśnie ranisz.

Nie widzisz jego wyników badań. Nie wiesz, ile nocy nie przespał. Nie wiesz, ile razy płakał po cichu, żeby nikt nie zobaczył. Nie wiesz, ile kosztuje go zwykłe wstanie z łóżka.

Nie wiesz, że być może od miesięcy walczy z chorobą. Z cukrzycą. Z Hashimoto. Z chorobą tarczycy. Z insulinoopornością. Z chorobą serca. Z depresją. Z nowotworem. Albo z innym schorzeniem, którego nie widać na pierwszy rzut oka.

A mimo to każdego dnia dokładamy mu kolejny ciężar.

Kolejny stres.

Kolejny lęk.

Kolejne poczucie, że nie jest wystarczający.

Nie każda choroba bierze się ze stresu. Ale każdy lekarz powie, że przewlekły stres potrafi odebrać organizmowi siły do walki. Potrafi pogorszyć stan zdrowia. Potrafi sprawić, że człowiek zwyczajnie przestaje chcieć widzieć sens życia.

Dlatego czasem największą pomocą nie jest kolejna rada.

Największą pomocą jest... przestać ranić.

Przestać być źródłem cierpienia.

Zastanawiam się czasem, dlaczego tak łatwo przychodzi nam oceniać, a tak trudno okazać serce.

Dlaczego, kiedy widzimy, że ktoś jest wyśmiewany, obrażany czy niszczony psychicznie, najczęściej odwracamy wzrok?

Bo to nie nasza sprawa.

Do czasu.

Bo życie ma dziwny sposób przypominania nam, że wszystko może się odwrócić. Dzisiaj cierpi ktoś obok. Jutro możesz to być ty. Albo ktoś, kogo kochasz najbardziej.

Obserwuję ludzi.

Widzę sąsiadów, którzy potrafią zatruwać sobie życie każdego dnia. Widzę plotki, zazdrość, złośliwość, małe wojny prowadzone latami.

Ale widzę też coś zupełnie innego.

Widzę ludzi, którzy potrafią podzielić się miską gorącej zupy. Zadzwonić z pytaniem: „Jak się czujesz?”. Pomóc bez rozgłosu i bez oczekiwania czegokolwiek w zamian.

I myślę sobie...

To właśnie oni zmieniają świat.

Nie ci, którzy najgłośniej mówią o miłości.

Ci, którzy po prostu ją okazują.

Ostatnie wydarzenia w moim życiu wiele mnie nauczyły.

Pokazały mi, kto jest moim spokojem, a kto moją burzą.

Przez lata wierzyłam, że wystarczy medytować. Myśleć pozytywnie. Pracować nad sobą.

Dziś wiem, że to tylko część prawdy.

Bo jeśli każdego dnia ktoś odbiera ci poczucie bezpieczeństwa, jeśli żyjesz w ciągłym napięciu, jeśli twój organizm nie ma kiedy odpocząć, żadna afirmacja nie rozwiąże problemu.

Najpierw trzeba zobaczyć, skąd ten stres naprawdę się bierze.

A jeśli można – odciąć się od tego, co powoli odbiera życie.

W ostatnim czasie zrezygnowałam z wielu rzeczy.

Nie dlatego, że przestały być ważne.

Dlatego, że odkryłam coś znacznie cenniejszego.

Spokój.

Nie luksusowy samochód.

Nie kolejne pieniądze.

Nie uznanie.

Spokój.

Za każdym razem, kiedy idę do lasu, do puszczy, czuję, jak moje serce zwalnia. Jak oddech staje się głębszy. Jak ciało przypomina sobie, że nie musi cały czas walczyć.

I wtedy myślę...

Jak wielu ludzi nigdy nie daje tego spokoju swoim najbliższym?

Jeśli po przeczytaniu tych słów choć jedna osoba zastanowi się, zanim wypowie kolejne raniące zdanie, zanim napisze kolejny pełen nienawiści komentarz, zanim wywoła następną awanturę...

to ten tekst miał sens.

Bo nigdy nie wiemy, ile sił zostało drugiemu człowiekowi.

A czasem właśnie od nas zależy, czy będzie miał powód, by walczyć dalej.

Dlatego dziś życzę Ci czegoś prostego.

Nie sukcesów.

Nie pieniędzy.

Nie sławy.

Życzę Ci spokoju.

Bo dopiero wtedy naprawdę zaczyna się życie.


Laurka ❤️ 

ps. Spokój nie ma ceny ...


niedziela, 12 lipca 2026

AUTENTYCZNOŚĆ W CZASACH KLIKNIĘĆ ...


Autentyczność w czasach kliknięć

Gdzie dzisiaj przebiega granica między prawdą a fałszem? Coraz częściej mam wrażenie, że ta granica się zaciera. Nie dlatego, że ludzie przestali odróżniać jedno od drugiego, ale dlatego, że codziennie są bombardowani tysiącami informacji, z których wiele ma tylko jeden cel:  przyciągnąć uwagę.

Od wielu lat nie oglądam telewizji. Nie dlatego, że nie lubię filmów. Wręcz przeciwnie. Sama wybieram to, co chcę obejrzeć: na Netflixie czy innej platformie. Bez reklam, które są głośniejsze od programu i próbują wmówić mi, jaki krem jest najlepszy, jaki lek powinnam kupić i czego jeszcze podobno potrzebuję. Nie chcę, żeby ktoś wciskał mi coś do podświadomości. Chcę sama decydować.

Radia również słucham coraz rzadziej. Też zalane jest reklamami i fejkowymi informacjami.  A internet? Internet miał być źródłem wiedzy, a coraz częściej jest źródłem chaosu.

Ile razy widzimy krzykliwe nagłówki: „Znana aktorka uległa wypadkowi”, „Pilna wiadomość!”, „Cała Polska jest w szoku!”. Człowiek klika, a okazuje się, że chodzi o osobę, której nikt nie zna, albo o wydarzenie sprzed dwóch miesięcy. 

Tytuł nie ma nic wspólnego z treścią, ale kliknięcie już zostało zaliczone.

Szczególnie irytują mnie strony udające portale kulinarne. Ludzie szukają przepisu na ciasto czy obiad, a po pewnym czasie strona zmienia nazwę i zamienia się w fabrykę sensacyjnych, często fałszywych informacji. Widziałam nawet stronę wykorzystującą wizerunek Igi Świątek. Poza zdjęciem nie miała z nią nic wspólnego. To zwykłe żerowanie na zaufaniu ludzi.

Po co to wszystko? 

Dla zasięgów. 

Dla reklam. 

Dla pieniędzy.

Najsmutniejsze jest jednak to, że nie dotyczy to już wyłącznie mediów. Coraz częściej podobne mechanizmy stosują instytucje czy urzędy. Liczby wyświetleń przedstawia się jako wielki sukces, choć same w sobie niewiele znaczą. Dobrym przykładem jest bon turystyczny. Kto je dostaje ? Cwaniacy co potrafią szybko sie zalogowac i w jedną minute zapisać. 

Drugi projekt dla dzieci z Podlaskiego jest ok. Cieszę się, że dzieci mogły skorzystać z dofinansowanych wyjazdów i to był bardzo dobry pomysł. Ale nie można na tej podstawie ogłaszać wielkiego sukcesu turystycznego regionu. To nie to samo, co świadoma decyzja turysty, który wybiera Podlasie na swój urlop.

A właśnie o takich turystów powinniśmy walczyć.

Tymczasem w mediach wciąż pokazuje się Podlasie przez pryzmat stereotypów. Człowiek bez zębów staje się symbolem regionu. Ktoś przeklinający w internecie urasta do rangi lokalnego celebryty. Potem ludzie z innych części Polski patrzą na to i myślą: „Skoro tacy są ich celebryci, to takie jest całe Podlasie”.

Naprawdę chcemy budować taki wizerunek?

Owszem, memy czasem bawią. Dwóch kosmitów przylatuje na Podlasie, po dwóch tygodniach pędzi bimber. Można się uśmiechnąć. Ale kiedy takich obrazów jest więcej niż prawdziwych historii, przestaje być śmiesznie. Zaczyna być szkodliwie.

Bo prawdziwa magia Podlasia nie ma nic wspólnego z tanimi sensacjami. To nie szeptuchy, czary ani „miejsca mocy” sprzedawane jako atrakcja.

Prawdziwa magia jest gdzie indziej.

Wstań o trzeciej nad ranem. 

Jedź do puszczy. 

Usiądź w ciszy. 

Posłuchaj ptaków. 

Zobacz mgłę unoszącą się nad łąkami. 

Spotkaj żubra albo łosia. Poczuj zapach lasu po deszczu.

To jest magia.

Mamy jedne z najpiękniejszych lasów w Europie. Mamy przyrodę, której zazdroszczą nam inni. Mamy ludzi z pasją, kulturę, tradycję i miejsca, których nie da się podrobić.

Dlaczego więc tak rzadko pokazujemy właśnie to?

Na szczęście są jeszcze dziennikarze, którzy stawiają na autentyczność. Sama miałam okazję przekonać się o tym podczas rozmowy z panią Małgorzatą Ferenc. Powstał wywiad bez przekręcania słów i bez szukania taniej sensacji. Podobnie było z materiałem przygotowanym przez Telewizję Białystok. Można? Można.

Dlatego wiem, że ten zawód nie umarł. Nadal są ludzie, którzy chcą opowiadać prawdziwe historie. Problem w tym, że coraz trudniej ich usłyszeć przez hałas generowany przez tych, którzy żyją wyłącznie z kliknięć.

Autentyczność dziś jest towarem deficytowym. Wszyscy o niej mówią, ale niewielu naprawdę ją wybiera. Łatwiej wywołać skandal niż zachwyt. Łatwiej sprzedać strach niż spokój. Łatwiej napisać półprawdę niż rzetelnie sprawdzić fakty.

A przecież zaufanie buduje się latami, a traci w kilka sekund.

Może więc najwyższy czas przestać gonić za zasięgami i zacząć gonić za prawdą. Bo tylko autentyczność zostaje z człowiekiem na dłużej.

Reszta jest tylko kolejnym nagłówkiem, o którym jutro nikt już nie będzie pamiętał.

Dziwne czasy ...

Łatwiej wiele informacji sprawdzić i posiąść wiedzę a mimo to dużo więcej kłamstwa i nieprawdziwych informacji dociera do nas. 


bądźmy uważni 

wybierajmy 


Laura 

ps. trochę refleksyjnie dzisiaj ...I kilka 

kadrów z mojej puszczy o poranku dzisiaj ...















































piątek, 3 lipca 2026

LUDZI POZNAJE SIĘ PO DRODZE ...

 Ludzi poznaje się po drodze...



Mówią, że ludzi poznaje się w biedzie.Ja myślę, że poznaje się ich w wielu momentach  i wcale nie tylko wtedy, gdy jest źle.


Poznajemy ich wtedy, gdy jesteśmy szczęśliwi. Widać wtedy bardzo wyraźnie, kto stoi obok nas naprawdę, a kto znika, bo cudza radość uwiera bardziej niż własny smutek.


Poznajemy ich wtedy, gdy pracujemy. W tym, jak patrzą na naszą pracę. Czy widzą w niej wartość, serce, zaangażowanie. Czy potrafią powiedzieć: „to, co robisz, ma znaczenie”. Czy raczej traktują wszystko jak usługę do odhaczenia: zrobiłeś swoje, możesz iść.


Czasem znamy kogoś wiele lat, mijamy się, rozmawiamy, bywamy obok siebie, a jednak nigdy nie pojawia się z jego strony prawdziwe wsparcie. Nigdy nie poda ręki tam, gdzie mógłby. A jeśli już życie ustawi sytuację tak, że coś się wydarzy „przy okazji”, potrafi sprawić, że czujesz się nieważny. Jakbyś był tylko dodatkiem.


Dziś dużo obserwuję. Już mniej pytam.


Patrzę, jak ludzie mnie traktują. Jak reagują na moje działania, na moją pracę, na moje pomysły.


I widzę też moich klientów:  ich radość, wzruszenie, zachwyt, kiedy razem podróżujemy, kiedy pokazuję im miejsca, które znam, kocham i sprawdziłam. To jest piękne. Widzieć, jak ktoś otwiera się na świat, jak doświadcza czegoś prawdziwego. W takich chwilach wiem, że moja praca ma sens.


Polecam miejsca z serca:  noclegi, restauracje, zakątki, które warto zobaczyć. Nie dlatego, że muszę. Dlatego, że chcę. Bo wierzę, że dobre rzeczy warto puszczać dalej.


I nie chodzi o wdzięczność. Nie oczekuję jej.


Ale życie uczy zauważać, kto umie działać podobnie. Kto potrafi powiedzieć o tobie dobre słowo, polecić cię dalej, wesprzeć. A kto bierze i milczy.


Są ludzie, z którymi współpracuję i wiem, że ta wymiana jest żywa. Że jest szacunek, wzajemność, obecność.


Ale są też tacy, którzy nawet bez słów pokazują ci wszystko. Spojrzeniem. Gestem. Milczeniem. Tym niewidzialnym napięciem, które mówi: „jakim prawem ci się udaje?”.


Kiedyś mnie to bolało. Drażniło. Chciałam rozmawiać, wyjaśniać, naprawiać.


Dziś już nie.


Dziś odchodzę w ciszy.


Nie daję już satysfakcji tym, którzy karmią się cudzym tłumaczeniem. Wybieram miejsca, gdzie jestem chciana. Gdzie moja obecność nie budzi dyskomfortu, tylko radość. To ważne.


Resztę omijam.


Patrzę też szerzej. Im dalej jadę, im więcej widzę świata, czy polskie drogi,  aż po tym wyraźniej widzę kontrast.


Z dystansu łatwiej dostrzec, co dzieje się na własnym podwórku.


I czasem ten obraz bywa trudny.


Bo bywają miejsca, gdzie wciąż bardziej liczy się, kto z kim jest powiązany, niż to, kim naprawdę jesteś. Gdzie wartość człowieka mierzy się układami, nazwiskiem, korzyścią.


A przecież to wszystko jest kruche.


Prawdziwa siła nie rodzi się z zazdrości.


Rodz się z umiejętności cieszenia się cudzym dobrem.


Bo kiedy potrafisz szczerze powiedzieć: „dobrze, że ci się udało”, świat zaczyna odpowiadać podobną energią.


Dziś wiem jedno.


Nie warto walczyć o miejsce tam, gdzie ktoś od początku nie chce cię widzieć.


Warto iść tam, gdzie jesteś przyjmowany z otwartością.


Bo ludzie pokazują nam, kim są... nie słowami.


Tylko tym, jak przy nas są.

i jak my czujemy się przy Nich ...


Jeśli czujemy spokój...to piękne...

Jeśli czujemy życzliwość  i troskę ...to piękne...

...

a jeśli strach lub inne niskie wibracje ...

to warto odejść i żyć szczęśliwie...


tak robię...


szanuję siebie ...


szukam nowych miejsc...

nowych ludzi ...

nowych zleceń...


wszystko  możemy zmieniać...

byle było w zgodzie z nami ...


Laura






O przemijaniu ...

 O przemijaniu, ludziach i świecie, którego czasem już nie rozumiem...



Przemijanie jest chyba jedyną rzeczą, której możemy być pewni.Przemijają dni, lata, relacje, miejsca, etapy życia. Przemijają ludzie, którzy pojawiają się w naszym świecie na chwilę albo na całe dekady. Jedni zostawiają ślad głęboki jak korzenie starych drzew, inni znikają tak cicho, że dopiero po czasie zauważamy ich brak.


I może właśnie na tym polega życie, na ciągłym spotykaniu i żegnaniu.


Od dziecka wtłacza się nam do głowy różne przekonania:

Tak trzeba.

Tak wypada.

Tak robili rodzice.

Tak robili dziadkowie.

Tak się żyje.


Niektóre z tych przekonań budują nas i dają fundament. Ale są też takie, które po latach zaczynają uwierać jak za ciasne buty. Bo świat się zmienia. A my często próbujemy żyć według zasad ludzi, którzy nie znali rzeczywistości, w której przyszło nam funkcjonować.


Kiedyś człowiek zaczynał pracę w jednej firmie i często zostawał tam do emerytury. To było naturalne, stabilne, zrozumiałe. Potem przyszły czasy dwóch, trzech prac w życiu. Dziś trzydziestoletni człowiek ma CV na kilka stron i nikogo to nie dziwi.


Czy to źle?

Nie wiem...


Może to znak czasów. 

Może potrzeba wolności. 

Może brak lojalności. 

A może po prostu większa świadomość, że nie musimy tkwić tam, gdzie nie jest nam dobrze.


Świat przyspieszył...


Ja jestem z pokolenia, które pamięta życie bez internetu. Pamiętam ekscytację, kiedy pojawiła się Nasza Klasa. Jak wielką radością było odnaleźć ludzi ze szkoły, przypomnieć sobie twarze, historie, śmiech sprzed lat. Potem pojawił się Facebook. A potem cały ogrom mediów społecznościowych.


Na początku byliśmy tam prawdziwi. 

Pod imieniem i nazwiskiem. 

Z własną twarzą. 

Z własnym życiem.


Dziś?


Dziś często nie wiadomo, kto jest kim.


Przez hejt, agresję, manipulację i anonimowość ludzie zaczęli chować się za fikcyjnymi kontami: Kotek, Myszka, Nick bez twarzy, bez odpowiedzialności, bez odwagi do bycia sobą.


I skoro właściciele tych platform na to pozwolili, bo przecież zasięg to pieniądz, a pieniądz to władza, to te miejsca przestały być przestrzenią wiarygodności.

Stały się też przestrzenią przestępczości ...niestety...


Dzisiaj można sprzedawać wszystko, nie pokazując twarzy. Tworzyć kursy, budować marki, kreować autorytet, nie będąc tak naprawdę nikim konkretnym.


I to zaczęło mnie przerażać.


Bo jeśli nie znamy twarzy, nie znamy prawdy.


A kiedy prawda przestaje mieć znaczenie, zaczyna się iluzja.


Trochę jak kiedyś z telewizją...


Pamiętam pierwszy telewizor u dziadka:  czarno-biały, potem kolorowy, potem telewizor stał się czymś tak oczywistym, że ludzie nie wyobrażali sobie życia bez niego.


Ja od lat żyję bez telewizora... Świadomie...


Bo w pewnym momencie zobaczyłam, że zamiast informacji dostajemy narrację. Zamiast prawdy,  manipulację. Zamiast wiedzy, reklamy, które mają nam wmówić, czego potrzebujemy.


Najlepszy krem.

Najlepszy żel.

Najlepsze życie.


Naprawdę?


Czy po prostu najlepszy ( najwyższy)  budżet reklamowy?


I teraz to samo dzieje się z internetem. Tylko na większą skalę.


Przesyt... Chaos... Nadmiar...


choć już można zgłosić hejt kilkoma kliknięciami...Nie trzeba iść na policję...


Do tego doszła sztuczna inteligencja i jeszcze bardziej zamazała granice między prawdą a fikcją.


Jako fotograf widzę to szczególnie mocno.


Zdarzyło mi się usłyszeć, że moje zdjęcie „na pewno jest zrobione przez AI”. A było moje... prawdziwe...uchwycone własnym okiem, własnym sercem.


Moja znajoma miała podobnie. Ktoś zarzucił jej oszustwo, choć zdjęcie zrobiła sama.


I wtedy dotarło do mnie coś bardzo smutnego:


doszliśmy do momentu, w którym prawda bywa mniej wiarygodna niż fikcja...


Żyjemy w świecie iluzji.


A jednocześnie próbujemy nieść w sobie wartości przekazane przez ludzi, którzy żyli w zupełnie innym świecie. W świecie prostszym,  wolniejszym, uczciwszym...


I wiecie co?


Te wartości wciąż istnieją...


Widziałam je...


W północnej Norwegii, w Finlandii. W ludziach, którzy nadal patrzą sobie w oczy, dotrzymują słowa, żyją prosto i uczciwie i dbają o siebie.  Tam jeszcze czuć, że człowiek jest ważniejszy niż obraz, który tworzy.


Może właśnie tam zrozumiałam, że mimo całego tego pędu, hałasu i iluzji, wciąż można żyć inaczej.


Bardziej prawdziwie...


Bardziej świadomie...


I może właśnie o to chodzi w tym przemijaniu:  żeby po drodze nie zgubić siebie, bo ludzie odejdą, czasy się zmienią, a technologia pójdzie dalej...


Ale pytanie zostaje jedno:


czy w tym wszystkim jeszcze umiemy być prawdziwi?


i jak nam z tym wszystkim  ? 


Laura <3 



ps. żyję prawdziwie i jestem odważna ...mówię co widzę I co myślę i nie zależy mi na ludziach którzy chcą mnie zmieniać lub sami żyją w kłamstwach...


#felieton

#obserwacje