Ile kłamstwa mieści się w internecie?
Zastanawiam się czasem, ile kłamstwa mieści się dzisiaj w internecie...
I jeszcze bardziej zastanawia mnie coś innego.
Jak bardzo zatarła się granica między prawdą a kłamstwem, między dobrem a złem, między tym, co oczywiste, a tym, co ktoś próbuje nam przedstawić jako oczywiste, choć wcale takie nie jest.
Bo przecież ta sama rzecz dla jednego człowieka może być dobra, a dla drugiego zła. To samo zachowanie dla jednych będzie czymś naturalnym, dla innych czymś nagannym.
Wartości, w których zostaliśmy wychowani, też nie zawsze były idealne. Dzisiaj, po latach, sama widzę rzeczy, których jako dziecko nie dostrzegałam.
Weźmy chociażby Czerwonego Kapturka.
Dziecko idzie przez las, jest wilk, wilk zjada babcię, potem Czerwonego Kapturka, pojawia się dobry myśliwy, strzela do wilka, rozcina mu brzuch i wyciąga z niego żywą Babcię i Czerwonego Kapturka...
No dobrze...
Jeżeli wilk naprawdę by ich zjadł, to raczej nie byłoby czego wyciągać. Musiałby ich najpierw porządnie pogryźć.
A gdyby potraktować tę historię dosłownie, byłaby to przecież wyjątkowo krwawa bajka dla dzieci. Tymczasem najbardziej krwawy w całej opowieści jest... czerwony kapturek.
A jednak pokolenia dzieci słuchały tej bajki i nikogo szczególnie nie dziwiło, że opowiada się ją najmłodszym.
Ja sama bardziej lubiłam Rumcajsa, Hankę i Cypiska. Takie historie opowiadał mi również Dziadek...
Ale Czerwony Kapturek zrobił swoje...
Bałam się kiedyś wilków...
Dopiero wiele lat później, kiedy zaczęłam spędzać w Puszczy noce, kiedy naprawdę zaczęłam ją poznawać, zobaczyłam, jak bardzo obraz wilka, który miałam w głowie jako dziecko, był nieprawdziwy.
Wilk przestał być potworem...
Stał się częścią żywego organizmu, jakim jest Puszcza.
I właśnie dlatego dzisiaj tak bardzo drażni mnie, kiedy ktoś w internecie opowiada ludziom rzeczy nieprawdziwe, przedstawiając je jako fakty.
Bo człowiek, który czegoś nie zna, może uwierzyć.
Dzisiaj zobaczyłam film, w którym ktoś pokazywał leżące w lesie obierki z grzybów, resztki robaczywych grzybów i kawałki grzybów po czyszczeniu.
I wielkie oburzenie...
Jak można tak zaśmiecać las?
Tylko że to nie jest śmieć...
To część lasu...
Resztki grzybów są materią organiczną, która wraca do leśnego obiegu. Grzyby rozsiewają zarodniki. To, co dla człowieka wygląda jak niepotrzebna resztka, dla lasu może być po prostu kolejnym elementem jego życia.
Sama, kiedy czyszczę grzyby w domu, resztki zanoszę z powrotem do lasu. Jeżeli coś zostało po czyszczeniu, wraca tam, skąd pochodzi.
I czasami wracam w to samo miejsce w kolejnym roku i znajduję tam prawdziwki, rydze czy podgrzybki.
Nie twierdzę, że każdy powinien robić dokładnie tak samo.
Mówię tylko, że zanim zaczniemy kogoś oskarżać o zaśmiecanie lasu, może warto najpierw wiedzieć, na czym polega las.
Bo można nakręcić film, powiedzieć coś z ogromnym przekonaniem, dodać kilka dramatycznych słów i już...
Powstaje „prawda”.
Tyle że z prawdą może mieć niewiele wspólnego...
Albo film o grzybobraniu i widać że ta Osoba celowo wprowadza w błąd podając źle nazwy grzybów...po co to robi? Bo komentujący oburzenie zrobią jej oglądalność...
Straszne to ...
Podobnie było z kolejnym filmem dotyczącym Puszczy Białowieskiej. Ktoś uznał za herezję opowieść o tym, że Puszcza kiedyś żywiła tutejszych ludzi...
Tylko że to nie jest żadna herezja.
To była rzeczywistość...
Puszcza żywiła ludzi i w pewnym sensie nadal ich żywi...
Dawała drewno na domy i opał. Dawała grzyby, owoce, zioła, mięso, materiały potrzebne do życia. Człowiek korzystał z tego, co dawał mu las.
Nie było supermarketów pełnych gotowych mieszanek, produktów i opakowań.
Była Puszcza...
I człowiek, który musiał wiedzieć, jak z niej korzystać.
Można było ogrzać dom, zbudować dom, przygotować jedzenie, zrobić herbatę z ziół, zakonserwować mięso, wykorzystać owoce i grzyby.
Puszcza dawała schronienie, pożywienie i materiały potrzebne do życia.
Dlatego kiedy ktoś dzisiaj próbuje wmówić ludziom, że opowieść o tym, że Puszcza żywiła ludzi, jest jakąś „herezją”, zastanawiam się po co? Czyżby też chodziło o zasięgi ????
Do cholery weź odpowiedzialność za to co publikujesz!
Po co przekłamywać coś, co można przecież zwyczajnie sprawdzić?
I tu dochodzimy do kolejnego problemu...
Lokalność...
W Hajnówce i okolicach mamy firmy, które naprawdę są stąd i rzeczywiście korzystają z lokalnych zasobów.
Znam między innymi Runo, które ma swoich zbieraczy, ludzi znających się na zbiorze ziół, oraz Kornino.pl, które ma własne uprawy ziół.
To są przykłady, kiedy słowo „lokalne” rzeczywiście coś znaczy.
A ilu jest takich, którzy kupują produkty gdzieś indziej, sprowadzają je z innych krajów, a potem opowiadają historię o Podlasiu, czystym powietrzu i tutejszych łąkach?
Ile razy coś zostaje nazwane produktem lokalnym tylko dlatego, że zostało tutaj zapakowane albo sprzedane?
To już nie jest drobna różnica...
To jest wprowadzanie człowieka w błąd...
I najbardziej boli mnie wtedy, kiedy produkty, które nie są lokalne, trafiają do miejsc przedstawianych jako miejsca z lokalnymi produktami.
Bo gdzieś po drodze zgubiliśmy znaczenie słów.
Lokalny przestał znaczyć lokalny...
Naturalny nie zawsze znaczy naturalny.
Zdrowy nie zawsze znaczy zdrowy.
Skuteczny nie zawsze znaczy skuteczny.
A prawdziwy nie zawsze znaczy prawdziwy.
Wystarczy odpowiednia reklama.
W internecie znajdziemy cudowne środki na odchudzanie, cudowne diety, cudowne kremy, cudowne sposoby na wszystko.
Schudniesz szybko...
Odmłodniejesz...
Pozbędziesz się problemu...
Zmienisz swoje życie...
Tylko kto bierze odpowiedzialność za człowieka, który w to uwierzy?
Kto bierze odpowiedzialność za jego zdrowie?
Kto odpowiada za konsekwencje?
Kto odpowiada za kobietę, która uwierzy, że kolejny cudowny krem cofnie czas?
Reklama?
Sprzedawca?
Influencer?
Czy może nikt?
Bo łatwo jest sprzedać nadzieję...
Znacznie trudniej wziąć odpowiedzialność za człowieka, który tę nadzieję kupił.
I dlatego coraz częściej mam wrażenie, że dzisiaj nie wygrywa najlepszy produkt.
Wygrywa ten, kto ma większy budżet na reklamę.
Ten, kto głośniej krzyczy.
Ten, kto zrobi bardziej sensacyjny film.
Ten, kto napisze mocniejszy nagłówek....bzdurny ...
Ten, kto potrafi wzbudzić strach, zachwyt albo oburzenie.
A prawda?
Prawda często siedzi cicho...
Nie krzyczy...
Nie robi sensacji...
Nie zawsze ma milion wyświetleń...
Czasami trzeba jej po prostu poszukać...
Na szczęście są jeszcze miejsca w internecie, gdzie ludzie pokazują prawdziwą pracę. Rękodzieło, rzeźby, obrazy, rzeczy wykonane własnymi rękami.
Tam również trzeba uważać, bo internet jest internetem. Nawet tam może pojawić się ktoś, kto weźmie pieniądze i nie wyśle zamówienia.
Ale mimo wszystko lubię te małe przestrzenie, w których człowiek pokazuje po prostu to, co naprawdę robi...
Bez wielkich obietnic...
Bez udawania...
Bez dorabiania historii...
I chyba właśnie tego najbardziej mi dzisiaj brakuje.
Prawdy bez reklamy...
Dobra bez wielkich słów...
Odpowiedzialności bez zasłaniania się cudzymi opiniami...
Bo internet jest dzisiaj ogromnym lasem.
Tylko że w Puszczy, kiedy nie znamy ścieżki, możemy się zatrzymać. Możemy rozejrzeć się dookoła, posłuchać, sprawdzić, dokąd prowadzi droga. Możemy zapytać kogoś, kto zna las lepiej od nas.
W internecie często robimy odwrotnie.
Idziemy za tym, kto krzyczy najgłośniej.
Za tym, kto ma najładniejsze zdjęcia.
Za tym, kto ma najwięcej obserwujących.
Za tym, kto mówi z największą pewnością siebie.
A przecież pewność siebie nie jest dowodem prawdy.
Milion wyświetleń nie jest dowodem prawdy.
Reklama nie jest dowodem jakości.
A popularność nie jest dowodem mądrości.
Może właśnie tego powinniśmy się dzisiaj nauczyć na nowo.
Nie wierzyć dlatego, że ktoś powiedział.
Nie powtarzać dlatego, że wszyscy powtarzają.
Nie udostępniać dlatego, że filmik wzbudził w nas złość.
Najpierw sprawdzić...
Najpierw pomyśleć...
Najpierw zapytać:
Skąd to wiem?
Bo można nakłamać tysiąc razy.
Można ubrać kłamstwo w piękne zdjęcie, mądre słowa, biały fartuch, lokalną etykietę, tytuł eksperta albo filmik z muzyką budującą napięcie.
Można zrobić z niego reklamę.
Można zrobić z niego sensację.
Można zrobić z niego „prawdę internetu”.
Ale od tego kłamstwo nie stanie się prawdą.
I jest jeszcze jedna rzecz, o której często zapominamy.
Za każdym takim kłamstwem stoi człowiek.
Ten, który uwierzy...
Ktoś kupi produkt, którego nie potrzebuje.
Ktoś zastosuje dietę, która może mu zaszkodzić.
Ktoś wyrzuci z lasu coś, co wcale nie jest śmieciem.
Ktoś zacznie bać się wilka, którego nigdy nie poznał.
Ktoś uwierzy w historię o miejscu, którego nigdy nie odwiedził.
Ktoś zacznie nienawidzić czegoś, czego nigdy nie próbował zrozumieć.
I właśnie dlatego słowa mają znaczenie.
To, co wrzucamy do internetu, nie znika tylko dlatego, że zamknęliśmy telefon.
Ono idzie dalej...
Do kolejnego człowieka...
I do kolejnego...q
Aż czasami kłamstwo zaczyna wyglądać jak fakt, tylko dlatego, że wystarczająco długo krążyło między ludźmi.
Dlatego zanim coś udostępnisz, zatrzymaj się na chwilę.
Nie pytaj tylko:
Czy to jest ciekawe?
Zapytaj:
Czy to jest prawdziwe?
Czy to jest dobre?
Czy nikogo tym nie krzywdzę?
I najważniejsze:
Czy gdyby to dotyczyło mnie, chciałabym, żeby ktoś bez sprawdzenia podał to dalej?
Bo może właśnie tutaj zaczyna się odpowiedzialność...
Nie przy wielkich słowach...
Nie przy moralizowaniu innych...
Tylko przy małym, własnym palcu, który zatrzymuje się nad przyciskiem „udostępnij”.
Bo czasami największym aktem odwagi w internecie nie jest powiedzieć coś głośno.
Tylko mieć odwagę powiedzieć:
Nie wiem... Sprawdzę...
A czasami największym aktem przyzwoitości jest po prostu...
nie puścić kłamstwa dalej.
Bo prawda nie potrzebuje krzyku...
Prawda może poczekać...
Kłamstwo natomiast zawsze się spieszy.
I dlatego trzeba je zatrzymać, zanim zdąży wejść do kolejnego domu, kolejnego telefonu, kolejnej głowy.
Zanim ktoś uwierzy, że wilk jest potworem.
Że grzyby są śmieciem.
Że Puszcza nigdy nie żywiła ludzi.
Że lokalne zawsze znaczy lokalne.
Że cudowna dieta jest cudowna.
Że reklama jest prawdą.
I zanim kolejny człowiek zapomni, że ma własny rozum.
Bo internet może być lasem pełnym ścieżek.
Tylko od nas zależy, za kim pójdziemy.
A ja po tylu latach wiem jedno.
W lesie nauczyłam się patrzeć nie tylko pod nogi.
Nauczyłam się patrzeć głębiej...
I może właśnie tego najbardziej potrzebujemy dzisiaj w internecie...
Nie więcej informacji...
Więcej ludzi, którzy potrafią odróżnić informację od prawdy...
Nie więcej krzyku...
Więcej odpowiedzialności za słowa...
Nie więcej ekspertów od wszystkiego...
Więcej pokory wobec tego, czego jeszcze nie wiemy...
Bo prawda nie zawsze jest efektowna.
Czasami jest cicha...
Czasami niewygodna...
Czasami nie przynosi pieniędzy...
Czasami nie dostanie tysiąca lajków...
Ale nadal pozostaje prawdą.
A kłamstwo?
Może mieć milion wyświetleń.
Może być pięknie opakowane.
Może być powtarzane przez tysiące ludzi.
Może nawet przez chwilę wyglądać jak dobro.
Ale jeśli jest kłamstwem, nadal nim pozostaje.
I chyba właśnie dlatego dzisiaj, zanim uwierzę, zanim ocenię, zanim udostępnię...
sprawdzam.
Bo nie chcę być kolejnym ogniwem w łańcuchu cudzego kłamstwa.
Nie chcę straszyć wilkiem, którego sama kiedyś się bałam.
Nie chcę nazywać śmieciem tego, czego nie rozumiem.
Nie chcę odbierać Puszczy jej prawdziwej historii.
I nie chcę sprzedawać ludziom pięknych słów, jeśli za nimi nie stoi prawda.
Bo ostatecznie każdy z nas codziennie wybiera.
Czy będzie kolejnym człowiekiem, który kłamstwo powtarza, czy tym, który odważy się je zatrzymać...
Laura <3
ps. a jak to jest u Ciebie ?










