„Stracisz przyjaciół.
Stracisz kochanków.
Stracisz komfort.
Ale jeśli tracąc to, odnajdziesz siebie, zyskasz więcej niż królowie.”
Marek Aureliusz
Dzisiaj te słowa brzmią dla mnie zupełnie inaczej niż kiedyś...
Bo ja naprawdę dużo straciłam...
Straciłam ludzi, których obecności byłam pewna, relacje, które miały trwać, wyobrażenia o tym, jak powinno wyglądać moje życie, poczucie bezpieczeństwa i wiele rzeczy, które przez lata uważałam za oczywiste...
Ale wraz z tym wszystkim wydarzyło się coś jeszcze.
Zaczęli mi się pokazywać ludzie...
Tak naprawdę...
Bez masek, bez pięknych słów, bez deklaracji, bez historii, które przez lata sama sobie dopowiadałam...
Zobaczyłam, kto potrafi być obok, kiedy jest trudno, a kto jest obok tylko wtedy, kiedy wszystko jest wygodne.
Zobaczyłam, kto potrafi cieszyć się moim szczęściem, a kto potrzebuje, żebym była mniejsza, cichsza i mniej niezależna.
Zobaczyłam, kto naprawdę mnie zna, a kto znał tylko wersję mnie, która była dla niego wygodna.
I chyba najbardziej bolało nie to, że ludzie odchodzili.
Bolało to, że czasami musiałam zobaczyć ich na nowo...
Bo człowiek potrafi przez lata kochać nie tego, kim ktoś naprawdę jest, ale tego, kim chciałby, żeby ten ktoś był...
A potem życie zdejmuje kolejne warstwy i mówi:
Zobacz !!! Teraz już wiesz !!!
I właśnie wtedy ogromną rolę odegrała w moim życiu Puszcza...
Bo Puszcza nie pozwala długo udawać...
Kiedy idziesz między setkami lat historii, kiedy dotykasz starego drzewa, patrzysz na mech, który cierpliwie rośnie na powalonym pniu, kiedy widzisz, jak śmierć jednego drzewa staje się początkiem życia dla dziesiątek innych organizmów, zaczynasz rozumieć, że nic nie jest dane raz na zawsze...
Puszcza nauczyła mnie, że odejście nie zawsze jest końcem...
Czasami jest miejscem, w którym zaczyna się coś nowego...
I chyba właśnie tam zaczęłam wracać do siebie...
Nie do tej Laury, którą ktoś chciał widzieć.
Nie do tej, która wszystkim pomagała, wszystko wytrzymywała, wszystko rozumiała i jeszcze potrafiła się uśmiechać.
Zaczęłam wracać do siebie prawdziwej...
Do kobiety, która też może powiedzieć „nie”...
Do kobiety, która nie musi już nikomu udowadniać swojej wartości.
Do kobiety, która może odejść z miejsca, w którym jej dusza zaczyna umierać.
Do kobiety, która zrozumiała, że ratowanie wszystkich dookoła nie może odbywać się kosztem ratowania samej siebie.
I dlatego dzisiaj bardzo mocno dbam o siebie.
O swoje ciało...
O swój umysł...
O swoją duszę...
Nie dlatego, że nagle stałam się egoistką...
Wręcz przeciwnie...
Dopiero teraz rozumiem, że dbanie o siebie nie jest egoizmem...
Jest odpowiedzialnością...
Bo jak mam dawać innym dobro, jeśli sama jestem wyczerpana?
Jak mam prowadzić ludzi przez Puszczę, jeśli nie słucham własnego ciała?
Jak mam być dla innych spokojem, jeśli we mnie nie ma już ani chwili ciszy?
Jak mam kochać życie, jeśli sama o siebie nie potrafię zadbać?
Dlatego uczę się odpoczywać bez poczucia winy...
Uczę się słuchać swojego ciała...
Uczę się odpuszczać to, czego nie muszę już dźwigać...
Pilnuję tego, czym karmią się moje myśli...
Pilnuję ludzi, których wpuszczam blisko...
Pilnuję swojej energii...
Coraz częściej wybieram ciszę zamiast tłumaczenia się, spokój zamiast walki i prawdę zamiast relacji zbudowanej na pozorach...
I właśnie tego nauczyła mnie Puszcza...
Że można być silnym bez ciągłego napinania mięśni.
Że można odejść bez nienawiści.
Że można przebudować swoje życie bez potrzeby udowadniania komukolwiek, że miało się rację.
Że można po prostu powiedzieć:
to już nie jest moje miejsce...
I pójść dalej...
Dzisiaj wiem, że nie chcę już odzyskiwać wszystkiego, co straciłam...
Nie chcę wracać do ludzi tylko dlatego, że kiedyś byli ważni...
Nie chcę wracać do życia, w którym gubiłam siebie, tylko dlatego, że było znajome...
Chcę tego, co jest prawdziwe...
Chcę ludzi, przy których mogę być sobą...
Chcę relacji, w których nie trzeba zasługiwać na szacunek...
Chcę spokoju, który nie zależy od tego, kto dzisiaj jest obok...
I chcę przede wszystkim siebie... <3
Bo być może największym odkryciem ostatnich lat nie jest to, kto odszedł...
Największym odkryciem jest to, kto został...
A została Laura <3
Może trochę poturbowana...
Może bardziej ostrożna...
Może już nie tak naiwna...
Ale za to prawdziwa... Na maksa...
I dzisiaj, zamiast pytać, dlaczego niektórzy ludzie mnie stracili, coraz częściej pytam siebie:
co mogę zrobić, żeby już nigdy nie stracić samej siebie?
I chyba właśnie tutaj zaczyna się moja prawdziwa wolność...
Bo kiedy przestajesz rozpaczliwie trzymać się ludzi, rzeczy i życia, które już się skończyło, zaczynasz mieć ręce wolne na to, co dopiero przychodzi... I jest piękne...
A ja mam zamiar tymi rękami mocno przytulić życie...
I Puszczę...
I siebie...
Całą...
Ciałem, duszą i umysłem...
Laura <3
#felieton




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.