fb
poniedziałek, 29 września 2014
crowdfunding....skoro Prezydenta OBAMA tak zebrał, to dlaczego ja nie mogę ???
Kochani :-)
może to jest to w czym i Wy możecie pomóc ?
To projekt który musi i wypali :-)
Tylko potrzebna jest Wasza pomoc :-) o którą bardzo proszę :-) i z góry jestem wdzięczna :-)
https://polakpotrafi.pl/projekt/miasteczko-dzieci
dziękuję za każde wsparcie :-)
Laura
piątek, 5 września 2014
życie jest jak obraz ciągle niedokończony....a może jak kilka obrazów ? albo kilkadziesiąt ?
....malowaliście kiedyś obrazek ?....
kiedy byliście dziećmi ???
każdy z Was to robił ....
popatrzcie na dzieci....kiedy malują....robią to z taką pasją....takim zaangażowaniem...
przymrużone oczka...zmarszczony nosek, czasem języczek wystaje...i kredki...łamią się jedna za drugą...tyle mocy jest w dzieciach....
to dlaczego potem kiedy dorastają, zapominają co to znaczy robić każdą rzecz z pasją ?
dlaczego wtedy wola nie robić cokolwiek...bo po co się zmęczyć ?...
Przychodzą do pracy...chcą żeby im płacić pieniądze ...a nic nie potrafią zrobić....
Bo jeśli ktoś mówi, że chce pracować tylko na recepcji...boi sie innych wyzwań, to czy i tam będzie naprawdę dobry ???
cenię dziewczyny u mnie, które nie boja się żadnej pracy...kiedy pytam o imprezę w wolontariacie, dla chorego dziecka, ONE są chętne...
wtedy widzę z kim mam do czynienia....
Kiedy proszę o zrobienie kawy jedna stara się, nawet udekoruje tą kawkę, bo...no właśnie, bo wkłada w pracę serce....
Druga zrobi...niby tak samo...poda, ale już bez serca, bez uśmiechu, i nie pomyśli, że sprawiając komuś przyjemność, sprawiasz ją sobie...
Kiedy robisz coś z pasją...zarażasz innych wokół...
Kiedy robisz byle zrobić....pomalutku twoja energia spada...idziesz po równi pochyłej...i stajesz się nawet czasem gorzki jak kardamon...kiedy widzisz innych ludzi szczęśliwych....
To czy o to właśnie Tobie o TO chodzi ???
wracam do obrazu....
no więc czy chciałabyś kupić obraz ...niedokończony ?
np. Słoneczniki Van Gogha ? bez wazonu ? a tam wielka plama ???
albo Lilie Wodne Moneta ? bez lili ???
albo Anioł malowany przez Rafaela Santi....bez anioła, czyli aktora pierwszego planu ?
Rozumiesz teraz powagę sytuacji ?
Każda rzecz którą robisz musi być dokończona...i robiona z pasją....
Kiedy jeden etap zakończysz "wyciągaj płótno" i maluj drugi.... bo czasem można coś poprawić, a czasem lepiej tego nie robić tylko stworzyć nowe dzieło...sam to musisz ocenić....ale że trzeba działac to pewne...bo z każdym kolejnym dniem będzie trudnej...
na tym polega wstawanie....
myślisz pewnie : tylko po co Ona to pisze ?
dobre pytanie :-)
Wiesz, ja też jak każdy miewam różne chwile w życiu i to co pisze jest takim moim malutkim obrazem...pisze to dla innych..dla Ciebie także skoro to czytasz....piszę tez dlatego, że i ja czasem to czytam ....i przypominam sobie jak to jest..jak było i jak sama albo ktoś podnosił mi skrzydła....
Maluję słowami moje kolejne obrazy....wkładam w nie serce i pasję i ogromne zaangażowanie...
i robię to każdego dnia...malując obraz dzienny....obraz z tego co w moim życiu się wydarzy...kogo spotkam...komu zaufam...z kim będę chciała coś cudownego zrobić....
najgorsze co zabija miłość, to monotonia....
ludzie niby o tym wiedzą....ale nie dbają o siebie....zapominają o zwykłych małych ludzkich gestach....i zapominają o sobie....żeby podejść...przytulić...zrobić filiżankę herbaty, albo ten śmieszny grubiutki kubek kupiony gdzieś na górskiej ścieżce...wędrując wspólnie...
malujemy kilka obrazów jednocześnie....każdego dnia....
są takie ....które chowamy w piwnicy...nie chcemy do nich wracać, bo nic nie jest w życiu idealne...
i takie , które uwielbiamy...wieszamy na ścianie naszego życia, bo dają na power, energię do dalszych działań...
więc wkładaj serce w to co robisz....
a Wszechświat sprawi, że Ci się uda...ja w to wierzę...
cudnego dnia dla Was....
lecę na warsztaty ....będę bawić się z dziećmi...
i może chociaż jeden rodzic dzisiaj też zacznie swój nowy Obraz zwany życiem malować...inaczej...weselej...taki mam plan....
a to moja Kraina Marzeń....
i moje Skarby....nie raz to właśnie dla Nich....maluję najtrudniejsze obrazy....
niedziela, 31 sierpnia 2014
zawód: PREZES....I PO CO TO WSZYSTKO....
Dawno nie pisałam dla Was...wybaczcie...
Moje ostatnie dni..tygodnie...miesiące....są bardzo intensywne...
Każdego dnia stawiam czoła sytuacjom o których nie miałam pojęcia, że będą...sytuacjom o których czasem tylko czytałam....sytuacjom, które sprawiają, że każdego dnia uczę się jak być prezesem....
i jestem wdzięczna za każde doświadczenie...za wszystko....
Pomyśleliście teraz : SZALONA !!!
jak można cieszyć się z tego, że zawiedli ludzie, że nie wywiązali się z zobowiązań, a potem ja nie mogłam wywiązać ze swoich, jak można cieszyć się kiedy ktoś kradnie dokumenty z firmy, albo kasuje wszystkie dane w komputerze ? Albo jak cieszyć się, że ktoś kogo znasz 10 lat podkłada Ci nogę, zazdrości i szantażuje, będąc samemu przyczyną temu co się stało ? Jak cieszyć się, że wielu znajomych do tej pory nie ma czasu wpaść na kawę, bo nie mogą znieść, że coś się mi udało...nie wiedząc zupełnie ile trudu i nieprzespanych nocy za mną i pewnie przede mną...
Jak cieszyć się z 10 kontroli w ciągu 3 tygodni....i jak przy tym spać i oddychać normalnie...przynajmniej się staram...
Jak to mawia moja przyjaciółka , starość i dlatego wcześnie rano wstajemy...ja się z tym nie zgadzam...
ja jestem młoda...i kiedy byłam 4 dni w górach...starałam się odciąć od wszystkiego w każdy sposób...spałam do 9-10-tej....
4 dni...aby nabrać dystansu...za mało...ale i za te 4 dni ... dziękuję...
To co Wam dzisiaj napiszę pewnie wielu z Was bardzo zaskoczy, ale też będą i tacy, którzy będą się uśmiechać, bo tego doświadczyli i wiedzą z czym się obecnie mierzę...więc wygląda to tak :
w zeszłym roku przechodziłam totalną metamorfozę...zmieniałam siebie i do dzisiaj to robię...piękna sprawa...
jeszcze raz dziękuję za wszystkie cudowne szkolenia, które mogłam przeżyć...które tak wiele wniosły w moje życie...które od losu dostałam, za darmo....bo tak bardzo pragnęłam tej zmiany...zmiany siebie...bo kiedy ja się zmieniłam i każdego dnia zmieniam...coraz więcej wspaniałych rzeczy się wokół mnie dzieje...
i mimo, że balansuję...że ciągle nie ma jeszcze tak bardzo oczekiwanego spokoju....bo początki firmy są trudne...to obojętnie co by się stało...zdobyłam doświadczenie...więc to puszczam....będę walczyć do końca....i wierzę w wygraną i to, że utrzymam firmę, ale kto wie jak będzie ? Tak wiele już mnie spotkało, że wiem, że nie wiele zależy tak naprawdę od nas...jednak to co potrafię to trzymam w garści i do przodu !
więc zmiany...zmiany...zmiany....
i pewien facet mi wykrzyczał : " wróć do podstaw ! odkryj swój talent ! żyj z pasją ! "
i w ciągu dwudziestu kilku dni...przypomniałam sobie...przy Jego pomocy....i zaczęłam zmiany !!! radykalne...zaczęłam od rezygnacji z pracy w korporacji....potem były poszukiwania...poszukiwania siebie i tego kim jestem....
...a potem przypomniałam sobie moje największe marzenie....i zaczęłam pisać....jak ma wyglądać...i robić biznesplan...tak jak umiałam...policzyłam ...myślałam, że wszystko....wtedy nie wiedziałam o wszystkim....
było wiele rzeczy , które mnie totalnie zaskoczyły, ale też zaufałam moim Inwestorom, bo sprawy budowlane, były mi obce...
...właśnie...znalazłam Inwestorów...
dzisiaj wiem, jakie to ważne czy się sobie ufa...jednego z Nich znałam kilka lat ufałam i ufam do dzisiaj...
...
więc kiedy wiedziałam, że będzie ta firma istnieć zaczęły się prawdziwe schody....
Rejestracja spółki w Polsce : jedno okienko = 8 tygodni :-)
teraz też wiem, jakie to ważne, aby ufało się księgowej....teraz ufam...po " spalonym" ...zapłaciłam już za to ...ale cóż kiedy takie było życzenie Inwestorów...czasami trzeba się było postawić....ale może i tak miało być, wszystko jest potrzebne....teraz mam wszystkie dokumenty do sądu przygotowane, ba nawet Księgowa się martwi kiedy mam tyle kontroli i uczy mnie jakie mam prawa....jest dobrze...
Dowiedziałam się też, że niektórzy sami są prawem, bo skoro jest 6 spółek o nazwie X to 7-ma już być nie może....no to znowu do notariusza i ....kolejne opłaty i czas.....ale tak się wspiera przedsiębiorców...w Polsce...
Jest ...wreszcie jest spółka... NAZWAŁAM JĄ W JĘZYKU SUAHILI : SERCE ...i....aby odebrać klucze trzeba było załatwić projekty i zgody....i jak się burzyłam na to, że wstrzymywano moje przejęcie kluczy...tak teraz jestem wdzięczna....bo byłyby tylko koszty....a tak wielu z nich uniknęłam...dziękuję nawet tym których marudzenie doprowadzało mnie do wściekłości....i to było potrzebne...tak wiele się nauczyłam....
potem są wreszcie klucze....Wielkanoc i moje 42 Urodziny...wspaniałe...byłam taka szczęśliwa...
zupełnie nieświadoma co zaczęłam...co zaczęłam w Wielki Piątek...bo wtedy już nie było odwrotu....
Potem pełne zaskoczenie...mój Wspólnik wyjechał....ale drugi ...nieznany został i....docieraliśmy się ...poznawaliśmy...czasami było bardzo ciężko, ale czułam że robimy coś dobrego...wspólnie....czasami spałam po 2-3 godziny w nocy...okazało się, że muszę się znać na tak wielu rzeczach....uczyłam się...czytałam projekty....decydowałam...czasami gdzie powiesić zlewozmywak...na jakiej wysokości, a czasem w którym miejscu mają być toalety...potem zlewy w kuchni, to była jazda...ale pomógł Przyjaciel...zrobione dobrze...
ech...wybierałam podłogi i meble i miałam przygody w Ikei....a jak ktoś mówi, że ta firma jest prorodzinna...to się mega myli....bo to jak tam zostałam potraktowana....pozostawia wiele do życzenia....i sami się zastanówcie dlaczego nie wolno mieć ich mebli w przedszkolu ???....bo tam trzeba mieć atesty....znowu dostałam lekcję...nauczyła mnie miła Pani z kontroli....
i w końcu, kiedy mało kto wierzył, że zdążymy....9.05. otworzyliśmy....Młody Wspólnik przytrzymał mnie do ostatniej chwili...nerwy miałam w skali jeden do 100....na 1000 na skali.....ale 16.45 skończyliśmy skręcać i ustawiać meble...nie było czasu na fryzjera...makijaż w 3 minuty...zmiana ubrań w moim gabinecie...na spółkę z naszą Gwiazdą na otwarciu : Iwonką, ale dałyśmy radę....
i było jak we śnie....wszystko do dzisiaj widzę...Pan Prezes i ja ....otwieramy...na scenie dwóch prezesów...
...wtedy chyba pierwszy raz było miło być prezesem....
zaczęliśmy mocnym wejściem...żeby jak najszybciej ...jak najwięcej dzieci nas odwiedziło...i było w 2 miesiące ponad 10000 dzieci....tylko w dzień dziecka przeszło przez Miasteczko 3000 ludzi...
Maj i czerwiec wejście było bezpłatne, żeby poczuć...zobaczyć jak bardzo od innych różni się to miejsce...
To było wyzwanie...
i daliśmy radę....choć kiedy zaczęłam dostrzegać, że niektórzy moi pracownicy nie wykonują swoich zadań, że tylko chcą zarabiać, a nie pilnują podstawowych rzeczy....do tego w tym samym czasie okazało się, że przesunąć musiałam termin wypłaty...o kilka dni...okazało się, że jest tak jak mawia mój Przyjaciel: "ludzie są jak gąbka, jak ich przyciśniesz to albo zapach, albo woda, albo zwyczajnie gówno wychodzi..."...wybaczcie kolokwializm...ale chcę abyście to poczuli...jak wielkie wyszło z niektórych...
I to co nadal próbują robić...to jakaś farsa...tylko ja się nie boję...więc ? co wysyłają to do nich wróci....a mi szkoda energii dla nich...
...to co później się wydarzyło...mnie samą zaskoczyło tak bardzo, że do tej pory próbuję zrozumieć...i trudno pojąć...
...szukałam kogoś kto wesprze firmę i znaleźli się wtedy Dobrzy Ludzie.
Mimo, że poprzedni zespół kierowniczy, który w całości pożegnałam, już nie pojawiał się w firmie, było jeszcze sporo do posprzątania, musiałam zgłosić kradzież dokumentów, do tego doszły inne rzeczy, które zostały skasowane....Wyobraźcie sobie, że niektórzy ludzie myślą, że mogą wystawić fakturę za pracę, którą usunęli ??? Sporządziłam odpowiedni protokół, policzyłam straty i miałam 2 dni na organizację w firmie od nowa marketingu....bo zaczynałam półkolonie.
Dałam radę....ale lekko nie było....
Miałam znowu obok dobre Anioły...pojawiła się osoba z Agencji Pracy i....pomogła szybko odbudować Zespół.
Wstałam ...mimo szoku....bo jak się okazało, że moi kierownicy nie przyjmowali zgłoszeń na półkolonie...nie wysyłali do rodziców kwestionariuszy, kiedy policzyłam straty....to ech....lepiej pozostawię to prawnikom....bo i takich już mam, bo bez Nich ani rusz...szczególnie kiedy zarządza się spółką....
...powiem Wam szczerze....to był ogromny cios, kiedy ludzie którzy zapewniali o swojej lojalności, których zatrudniłam, bo prosili mnie o pracę, czasami ktoś za nich ręczył, a zawiedli na całej lini.....to była ogromna moja porażka....
Kiedy potem analizowałam każdego z nich, doszłam do wniosku, że już nikogo nie zatrudnię, bo bardzo potrzebuje pracy, ani dlatego, że rodzice mnie prosili, ani dlatego, że ktoś inny znał ich historię....taką jaką mu opowiedzieli....bo wzięłam CV do reki i obdzwoniłam poprzednich pracodawców....i był szok...dlaczego tego wcześniej nie zrobiłam....??? Bo nie miałam czasu...a trzeba było go znaleźć....i słuchać serca i intuicji....teraz nic nie robię nagle i już....bo tak nie wolno....
....nie jest łatwo być wszystkim....czasami nawet sprzątam...i to też lubię robić....
...piszę Wam o tym wszystkim, żebyście wiedzieli jak to wygląda z drugiej strony.....absolutnie nie po to by się żalić, bo jak to mawia jeden mój wspólnik : " sama tego chciałaś Laura"....a potem dodaje "Pani Prezes"... a ja się tylko uśmiecham....TAK ....CHCIAŁAM....
i były wakacje...półkolonie....czas kiedy mogliśmy zebrać najwięcej rezerwacji minął bezpowrotnie....uderzałam w ślepo: reklamą w mediach, patronatami medialnymi, banery powiesiłam w kilku miejscach i ulotki poszły w miasto....do tego strona www i funpage....za mało....
za mało było dzieci na półkoloniach, aby się utrzymać...
zacisnęłam pasa tak bardzo, że czasem ciężko było oddychać....wakacje ??? urlop ??? kiedy i za co ???
do tego kiedy zaczął się sierpień pojawiły się wszystkie kontrole świata....i zostałam z tym sama....bo mimo, że mam już w biurze 2 nowe osoby....to już jestem ostrożna...po tym co się stało...chyba to nie jest dziwne...
zresztą to dobre 2 Osoby....ale i tak jakby coś to ja za wszystko odpowiadam...wiem, bo mandat mam na siebie...nie na te osoby przez które go dostałam, a które już u mnie nie pracują....
I KONTROLE TEŻ BYŁY DOBRE....
no to teraz myślicie : oszalała !!!!
a jak tak sobie myślę że im mam trudniej, tym lepiej się mobilizuję....i ....WŁAŚNIE TAK MAM :-)
i to nie znaczy, że nie czekam na czas, kiedy będzie spokojnie i dobrze, bo będzie....ale jeszcze DROGA przede mną....
Teraz wrzesień....mam 2 mega projekty....o nich napiszę Wam niebawem....
Wierzę i wiem, że oba się udadzą, .....tak JEST :-)
a , że jeszcze czasem łzy polecą....i nie zmrużę oka w nocy....to pewne...
zabieram się za plan marketingowy....i crowdfunding....i dam radę....Miasteczko Jest Potrzebne Dzieciom !!!
i przyjedzie do nas św. Mikołaj z Laponii......będzie cudnie :-)
i wspaniałych mam Przyjaciół, którzy mnie wspierają....
a prezesem być się uczę....i codziennie dostaję lekcję....
ba nawet żeby ten proces przyspieszyć organizuję u mnie szkolenie : DLA BYŁYCH, OBECNYCH I PRZYSZŁYCH PREZESÓW.....to się będzie działo.....bo PREZES to nie ZAWÓD :-)
pozdrawiam Was serdecznie....
i na koniec taki żarcik i odrobina sarkazmu, wybaczcie :-) ale zrozumiecie :-)
więc damy radę :-)
i ja dam radę dla NICH i dla wszystkich dzieci....Miasteczko będzie istniało....
i tak z opowieści jak to jest być prezesem....napisałam manifę....
niech i tak będzie....jestem pogodzona ze Światem....
ale o dzieci zawsze będę walczyć...
nic nie poradzę...i wiem nawet skąd się to bierze....
a jak gdzieś mnie przypadkiem zobaczycie...to wiedzcie, że zupełnie mi na tym nie zależy....
robię to tylko dla DZIECI.....WSZYSTKICH....MOICH I WASZYCH....
Moje ostatnie dni..tygodnie...miesiące....są bardzo intensywne...
Każdego dnia stawiam czoła sytuacjom o których nie miałam pojęcia, że będą...sytuacjom o których czasem tylko czytałam....sytuacjom, które sprawiają, że każdego dnia uczę się jak być prezesem....
i jestem wdzięczna za każde doświadczenie...za wszystko....
Pomyśleliście teraz : SZALONA !!!
jak można cieszyć się z tego, że zawiedli ludzie, że nie wywiązali się z zobowiązań, a potem ja nie mogłam wywiązać ze swoich, jak można cieszyć się kiedy ktoś kradnie dokumenty z firmy, albo kasuje wszystkie dane w komputerze ? Albo jak cieszyć się, że ktoś kogo znasz 10 lat podkłada Ci nogę, zazdrości i szantażuje, będąc samemu przyczyną temu co się stało ? Jak cieszyć się, że wielu znajomych do tej pory nie ma czasu wpaść na kawę, bo nie mogą znieść, że coś się mi udało...nie wiedząc zupełnie ile trudu i nieprzespanych nocy za mną i pewnie przede mną...
Jak cieszyć się z 10 kontroli w ciągu 3 tygodni....i jak przy tym spać i oddychać normalnie...przynajmniej się staram...
Jak to mawia moja przyjaciółka , starość i dlatego wcześnie rano wstajemy...ja się z tym nie zgadzam...
ja jestem młoda...i kiedy byłam 4 dni w górach...starałam się odciąć od wszystkiego w każdy sposób...spałam do 9-10-tej....
4 dni...aby nabrać dystansu...za mało...ale i za te 4 dni ... dziękuję...
To co Wam dzisiaj napiszę pewnie wielu z Was bardzo zaskoczy, ale też będą i tacy, którzy będą się uśmiechać, bo tego doświadczyli i wiedzą z czym się obecnie mierzę...więc wygląda to tak :
w zeszłym roku przechodziłam totalną metamorfozę...zmieniałam siebie i do dzisiaj to robię...piękna sprawa...
jeszcze raz dziękuję za wszystkie cudowne szkolenia, które mogłam przeżyć...które tak wiele wniosły w moje życie...które od losu dostałam, za darmo....bo tak bardzo pragnęłam tej zmiany...zmiany siebie...bo kiedy ja się zmieniłam i każdego dnia zmieniam...coraz więcej wspaniałych rzeczy się wokół mnie dzieje...
i mimo, że balansuję...że ciągle nie ma jeszcze tak bardzo oczekiwanego spokoju....bo początki firmy są trudne...to obojętnie co by się stało...zdobyłam doświadczenie...więc to puszczam....będę walczyć do końca....i wierzę w wygraną i to, że utrzymam firmę, ale kto wie jak będzie ? Tak wiele już mnie spotkało, że wiem, że nie wiele zależy tak naprawdę od nas...jednak to co potrafię to trzymam w garści i do przodu !
więc zmiany...zmiany...zmiany....
i pewien facet mi wykrzyczał : " wróć do podstaw ! odkryj swój talent ! żyj z pasją ! "
i w ciągu dwudziestu kilku dni...przypomniałam sobie...przy Jego pomocy....i zaczęłam zmiany !!! radykalne...zaczęłam od rezygnacji z pracy w korporacji....potem były poszukiwania...poszukiwania siebie i tego kim jestem....
...a potem przypomniałam sobie moje największe marzenie....i zaczęłam pisać....jak ma wyglądać...i robić biznesplan...tak jak umiałam...policzyłam ...myślałam, że wszystko....wtedy nie wiedziałam o wszystkim....
było wiele rzeczy , które mnie totalnie zaskoczyły, ale też zaufałam moim Inwestorom, bo sprawy budowlane, były mi obce...
...właśnie...znalazłam Inwestorów...
dzisiaj wiem, jakie to ważne czy się sobie ufa...jednego z Nich znałam kilka lat ufałam i ufam do dzisiaj...
...
więc kiedy wiedziałam, że będzie ta firma istnieć zaczęły się prawdziwe schody....
Rejestracja spółki w Polsce : jedno okienko = 8 tygodni :-)
teraz też wiem, jakie to ważne, aby ufało się księgowej....teraz ufam...po " spalonym" ...zapłaciłam już za to ...ale cóż kiedy takie było życzenie Inwestorów...czasami trzeba się było postawić....ale może i tak miało być, wszystko jest potrzebne....teraz mam wszystkie dokumenty do sądu przygotowane, ba nawet Księgowa się martwi kiedy mam tyle kontroli i uczy mnie jakie mam prawa....jest dobrze...
Dowiedziałam się też, że niektórzy sami są prawem, bo skoro jest 6 spółek o nazwie X to 7-ma już być nie może....no to znowu do notariusza i ....kolejne opłaty i czas.....ale tak się wspiera przedsiębiorców...w Polsce...
Jest ...wreszcie jest spółka... NAZWAŁAM JĄ W JĘZYKU SUAHILI : SERCE ...i....aby odebrać klucze trzeba było załatwić projekty i zgody....i jak się burzyłam na to, że wstrzymywano moje przejęcie kluczy...tak teraz jestem wdzięczna....bo byłyby tylko koszty....a tak wielu z nich uniknęłam...dziękuję nawet tym których marudzenie doprowadzało mnie do wściekłości....i to było potrzebne...tak wiele się nauczyłam....
potem są wreszcie klucze....Wielkanoc i moje 42 Urodziny...wspaniałe...byłam taka szczęśliwa...
zupełnie nieświadoma co zaczęłam...co zaczęłam w Wielki Piątek...bo wtedy już nie było odwrotu....
Potem pełne zaskoczenie...mój Wspólnik wyjechał....ale drugi ...nieznany został i....docieraliśmy się ...poznawaliśmy...czasami było bardzo ciężko, ale czułam że robimy coś dobrego...wspólnie....czasami spałam po 2-3 godziny w nocy...okazało się, że muszę się znać na tak wielu rzeczach....uczyłam się...czytałam projekty....decydowałam...czasami gdzie powiesić zlewozmywak...na jakiej wysokości, a czasem w którym miejscu mają być toalety...potem zlewy w kuchni, to była jazda...ale pomógł Przyjaciel...zrobione dobrze...
ech...wybierałam podłogi i meble i miałam przygody w Ikei....a jak ktoś mówi, że ta firma jest prorodzinna...to się mega myli....bo to jak tam zostałam potraktowana....pozostawia wiele do życzenia....i sami się zastanówcie dlaczego nie wolno mieć ich mebli w przedszkolu ???....bo tam trzeba mieć atesty....znowu dostałam lekcję...nauczyła mnie miła Pani z kontroli....
i w końcu, kiedy mało kto wierzył, że zdążymy....9.05. otworzyliśmy....Młody Wspólnik przytrzymał mnie do ostatniej chwili...nerwy miałam w skali jeden do 100....na 1000 na skali.....ale 16.45 skończyliśmy skręcać i ustawiać meble...nie było czasu na fryzjera...makijaż w 3 minuty...zmiana ubrań w moim gabinecie...na spółkę z naszą Gwiazdą na otwarciu : Iwonką, ale dałyśmy radę....
i było jak we śnie....wszystko do dzisiaj widzę...Pan Prezes i ja ....otwieramy...na scenie dwóch prezesów...
...wtedy chyba pierwszy raz było miło być prezesem....
zaczęliśmy mocnym wejściem...żeby jak najszybciej ...jak najwięcej dzieci nas odwiedziło...i było w 2 miesiące ponad 10000 dzieci....tylko w dzień dziecka przeszło przez Miasteczko 3000 ludzi...
Maj i czerwiec wejście było bezpłatne, żeby poczuć...zobaczyć jak bardzo od innych różni się to miejsce...
To było wyzwanie...
i daliśmy radę....choć kiedy zaczęłam dostrzegać, że niektórzy moi pracownicy nie wykonują swoich zadań, że tylko chcą zarabiać, a nie pilnują podstawowych rzeczy....do tego w tym samym czasie okazało się, że przesunąć musiałam termin wypłaty...o kilka dni...okazało się, że jest tak jak mawia mój Przyjaciel: "ludzie są jak gąbka, jak ich przyciśniesz to albo zapach, albo woda, albo zwyczajnie gówno wychodzi..."...wybaczcie kolokwializm...ale chcę abyście to poczuli...jak wielkie wyszło z niektórych...
I to co nadal próbują robić...to jakaś farsa...tylko ja się nie boję...więc ? co wysyłają to do nich wróci....a mi szkoda energii dla nich...
...to co później się wydarzyło...mnie samą zaskoczyło tak bardzo, że do tej pory próbuję zrozumieć...i trudno pojąć...
...szukałam kogoś kto wesprze firmę i znaleźli się wtedy Dobrzy Ludzie.
Mimo, że poprzedni zespół kierowniczy, który w całości pożegnałam, już nie pojawiał się w firmie, było jeszcze sporo do posprzątania, musiałam zgłosić kradzież dokumentów, do tego doszły inne rzeczy, które zostały skasowane....Wyobraźcie sobie, że niektórzy ludzie myślą, że mogą wystawić fakturę za pracę, którą usunęli ??? Sporządziłam odpowiedni protokół, policzyłam straty i miałam 2 dni na organizację w firmie od nowa marketingu....bo zaczynałam półkolonie.
Dałam radę....ale lekko nie było....
Miałam znowu obok dobre Anioły...pojawiła się osoba z Agencji Pracy i....pomogła szybko odbudować Zespół.
Wstałam ...mimo szoku....bo jak się okazało, że moi kierownicy nie przyjmowali zgłoszeń na półkolonie...nie wysyłali do rodziców kwestionariuszy, kiedy policzyłam straty....to ech....lepiej pozostawię to prawnikom....bo i takich już mam, bo bez Nich ani rusz...szczególnie kiedy zarządza się spółką....
...powiem Wam szczerze....to był ogromny cios, kiedy ludzie którzy zapewniali o swojej lojalności, których zatrudniłam, bo prosili mnie o pracę, czasami ktoś za nich ręczył, a zawiedli na całej lini.....to była ogromna moja porażka....
Kiedy potem analizowałam każdego z nich, doszłam do wniosku, że już nikogo nie zatrudnię, bo bardzo potrzebuje pracy, ani dlatego, że rodzice mnie prosili, ani dlatego, że ktoś inny znał ich historię....taką jaką mu opowiedzieli....bo wzięłam CV do reki i obdzwoniłam poprzednich pracodawców....i był szok...dlaczego tego wcześniej nie zrobiłam....??? Bo nie miałam czasu...a trzeba było go znaleźć....i słuchać serca i intuicji....teraz nic nie robię nagle i już....bo tak nie wolno....
....nie jest łatwo być wszystkim....czasami nawet sprzątam...i to też lubię robić....
...piszę Wam o tym wszystkim, żebyście wiedzieli jak to wygląda z drugiej strony.....absolutnie nie po to by się żalić, bo jak to mawia jeden mój wspólnik : " sama tego chciałaś Laura"....a potem dodaje "Pani Prezes"... a ja się tylko uśmiecham....TAK ....CHCIAŁAM....
i były wakacje...półkolonie....czas kiedy mogliśmy zebrać najwięcej rezerwacji minął bezpowrotnie....uderzałam w ślepo: reklamą w mediach, patronatami medialnymi, banery powiesiłam w kilku miejscach i ulotki poszły w miasto....do tego strona www i funpage....za mało....
za mało było dzieci na półkoloniach, aby się utrzymać...
zacisnęłam pasa tak bardzo, że czasem ciężko było oddychać....wakacje ??? urlop ??? kiedy i za co ???
do tego kiedy zaczął się sierpień pojawiły się wszystkie kontrole świata....i zostałam z tym sama....bo mimo, że mam już w biurze 2 nowe osoby....to już jestem ostrożna...po tym co się stało...chyba to nie jest dziwne...
zresztą to dobre 2 Osoby....ale i tak jakby coś to ja za wszystko odpowiadam...wiem, bo mandat mam na siebie...nie na te osoby przez które go dostałam, a które już u mnie nie pracują....
I KONTROLE TEŻ BYŁY DOBRE....
no to teraz myślicie : oszalała !!!!
a jak tak sobie myślę że im mam trudniej, tym lepiej się mobilizuję....i ....WŁAŚNIE TAK MAM :-)
i to nie znaczy, że nie czekam na czas, kiedy będzie spokojnie i dobrze, bo będzie....ale jeszcze DROGA przede mną....
Teraz wrzesień....mam 2 mega projekty....o nich napiszę Wam niebawem....
Wierzę i wiem, że oba się udadzą, .....tak JEST :-)
a , że jeszcze czasem łzy polecą....i nie zmrużę oka w nocy....to pewne...
zabieram się za plan marketingowy....i crowdfunding....i dam radę....Miasteczko Jest Potrzebne Dzieciom !!!
i przyjedzie do nas św. Mikołaj z Laponii......będzie cudnie :-)
i wspaniałych mam Przyjaciół, którzy mnie wspierają....
a prezesem być się uczę....i codziennie dostaję lekcję....
ba nawet żeby ten proces przyspieszyć organizuję u mnie szkolenie : DLA BYŁYCH, OBECNYCH I PRZYSZŁYCH PREZESÓW.....to się będzie działo.....bo PREZES to nie ZAWÓD :-)
pozdrawiam Was serdecznie....
i na koniec taki żarcik i odrobina sarkazmu, wybaczcie :-) ale zrozumiecie :-)
ale weszłam w to z zapałem i zdobywam doświadczenie...i się nie poddam, bo wiem, że najciemniej jest przed Świtem....i najchłodniej...
byłabym głupia mówiąc, że się nie boję, ....boję się czy dam radę....czy dam radę zdobyć na czas wystarczające pieniądze, ale wierzę i zrobię wszystko aby mi się udało...
Moje dzieci obiecały pomóc...
i ja dam radę dla NICH i dla wszystkich dzieci....Miasteczko będzie istniało....
i tak z opowieści jak to jest być prezesem....napisałam manifę....
niech i tak będzie....jestem pogodzona ze Światem....
ale o dzieci zawsze będę walczyć...
nic nie poradzę...i wiem nawet skąd się to bierze....
a jak gdzieś mnie przypadkiem zobaczycie...to wiedzcie, że zupełnie mi na tym nie zależy....
robię to tylko dla DZIECI.....WSZYSTKICH....MOICH I WASZYCH....
piątek, 22 sierpnia 2014
http://na-kawe.net .......zarejestrowałam się...i już :-)
Ostatnio dzieje się coś niesamowitego w moim życiu...
co tylko pomyślę...się dzieje....
muszę pilnować swoich myśli :-) hi hi
bo jak sobie tylko pomyślałam, że chciałabym wydać książkę...ale może wcale nie ta pierwszą, tylko ta druga o dzieciach i zmianie i wstawaniu...podnoszeniu skrzydeł...to się dzieje...książka trafiła do sczytania do najlepszego w Polsce Wydawnictwa...
a kilka dni temu myślę sobie: co tu zrobić, aby poznawać jeszcze więcej ludzi w moim mieście ?
A może kiedyś i te Oczy Spotkać ? Choć nie jest to samym moim celem...to kiedyś...będzie....i to dla mnie :-)
Jak mówi Louis L Hay : " afirmacje są drogą do celu "
i kilka dni temu widzę, że mam dodany serwis " umów się na kawę i nie tylko.."
i gdyby nie blog...mój własny ...nie zapytałabym o możliwość go pokazywania...kolejnym ludziom...
ale numer ....
no to się dzisiaj zapisałam....a jutro umówię na kawę :-) a co !
mam zamiar poznać nowych ludzi, podzielających moje pasje....sporo takich znam...będę polecać Im ten serwis...i zobaczymy...może jakieś FORUM stworzymy ???
przejrzysty i czytelny serwis...a co więcej..napiszę jak się przekonam :-)
polecam :-)
i zapraszam na kawę :-)
w takiej oto cudnej filiżance :-)
bo jak ma być przyjemnie to niech będzie urokliwie....
a że nie odkładam niczego na specjalne okazje...
to zapraszam dzisiaj :-)
co tylko pomyślę...się dzieje....
muszę pilnować swoich myśli :-) hi hi
bo jak sobie tylko pomyślałam, że chciałabym wydać książkę...ale może wcale nie ta pierwszą, tylko ta druga o dzieciach i zmianie i wstawaniu...podnoszeniu skrzydeł...to się dzieje...książka trafiła do sczytania do najlepszego w Polsce Wydawnictwa...
a kilka dni temu myślę sobie: co tu zrobić, aby poznawać jeszcze więcej ludzi w moim mieście ?
A może kiedyś i te Oczy Spotkać ? Choć nie jest to samym moim celem...to kiedyś...będzie....i to dla mnie :-)
Jak mówi Louis L Hay : " afirmacje są drogą do celu "
i kilka dni temu widzę, że mam dodany serwis " umów się na kawę i nie tylko.."
i gdyby nie blog...mój własny ...nie zapytałabym o możliwość go pokazywania...kolejnym ludziom...
ale numer ....
no to się dzisiaj zapisałam....a jutro umówię na kawę :-) a co !
mam zamiar poznać nowych ludzi, podzielających moje pasje....sporo takich znam...będę polecać Im ten serwis...i zobaczymy...może jakieś FORUM stworzymy ???
przejrzysty i czytelny serwis...a co więcej..napiszę jak się przekonam :-)
polecam :-)
i zapraszam na kawę :-)
w takiej oto cudnej filiżance :-)
bo jak ma być przyjemnie to niech będzie urokliwie....
a że nie odkładam niczego na specjalne okazje...
to zapraszam dzisiaj :-)
niedziela, 27 lipca 2014
bezinteresowność...dobro...i to co mnie otacza ostatnio....
" i dobro powinno być dobrze wyważone i drzewa się łamią pod ciężarem owoców"
Burlescu
dziwne rzeczy się dzieją ostatnio ...tuż obok...
przekonuję się tak wyraźnie i namacalnie jacy są ludzie...
Byłam w mega trudnej sytuacji...nie dałam na czas ludziom wypłaty i ....okazało się, że są jak gąbka...
czasami z nich wylatuje woda, czasami zapach a czasami gówno ...zwyczajnie...
Ludzie przyciśnięci do muru pokazują kim są...i nie ważne , że niby wcześniej rozumieli i sami mówili, że tak będzie....potem odwrócili role i ...atakują...
Hmmm...miałam w życiu różne sytuacje...kilka razy zeszłam poniżej poziomu...do tzw. katakumb...bo ktoś lub coś sprawiło , że nie można było inaczej...
Jak trudno jest wyjść...wstać...podnieść głowę...jak potem zauważa się grosiki na drodze...bo ciągle się chodzi ze spuszczoną głową...
Niektórzy nawet próbują straszyć...tylko to wtedy działa, kiedy ktoś się boi...a ja się nie boję...
bo kiedy nauczysz się chodzić nocą po ciemnym lesie, to czy potem wystraszysz się kiedy ktoś zgasi światło? Albo kiedy straszy ?
O NIE !
Ja nie boję się nikogo...potrafię się bronić....i jak mawiają Ci co mnie znają dobrze...lepiej nie mieć mnie po drugiej stronie....bo wybaczam , ale nigdy nie zapominam...
Tak jak nie zapomnę przez kogo straciłam pracę...2 razy...tak nie zapomnę kogoś, kto oczernił mnie przed rodziną...tak samo nie zapomnę nikogo kto mnie okradł, nie ważne czy w domu czy w firmie...ani nikogo kto okazał się nie tylko nielojalny, ale nakłamał aby siebie wybielić na moim tle...kiedyś zapłaci za to...
I nie będę jak Hrabia Monte Christo...bo po co ???
Ludzie, którzy tak postępują dostają prędzej czy później zapłatę...od innych....więc nie warto się babrać...
lepiej spokojnie żyć...dalej :-) i uśmiechać się do życia....
wybaczyłam wszystkim...i wszystko...ale gdyby trzeba było to się nie zawaham...jestem jak lwica...walczę o swoje...
Ci sami ludzie wracają...przychodzą teraz po wypłaty i ...różnie się zachowują...większość udaje że nic się nie stało...niektórzy nawet mówią, że nie mają pracy...że nie tak łatwo znaleźć...i dobrze...może teraz docenią co stracili...inni szukają wytłumaczenia...a jeszcze inni nie mogą w oczy spojrzeć...nie potrafią wytrzymać mojego wzroku....
a gdzie była ich lojalność ? zaufanie ??? pomoc w utrzymaniu firmy ???
są i tacy...którym pomogłam i dostaję kopniaki...ale żeby nie zabrzmiało kolokwialnie, że mam to w dupie, to mam to w nosie...razem z katarem...wysmarkam i po wszystkim....Ci co mnie dobrze znają wiedzą jaka jestem a innym nie będę i nie chcę niczego udowadniać...bo po co ???
niestety dobroć i bezinteresowność to ostatnio wymarłe cechy...
podam przykład:
przychodził do firmy pewien chłopiec...co sobotę pytał co będzie jakie warsztaty itd...chciałam mu nawet pomóc...pierwszemu z fundacji...bo ma talent...maluje...cudnie...a w domu jest ich dużo...
okazało się, że chciał tylko kasę na części do deskorolki...przyjrzałam się rodzinie....na fb można sporo zobaczyć....i już wiem, że nie będę mu pomagać....
Popsuł to...stracił moje zaufanie...jeszcze do tego mnie obraził...więc jak tu mówić o przyjaźni i pomocy ?
Nie wyniósł tego z domu...i nie chcę i nie mogę mu pomóc....
Za to kiedy pomagam innym dzieciom w fundacji...albo ostatnio Synkowi mojego przyjaciela z Orange ....to czasami jest mi aż głupio, jak Ci ludzie potrafią być wdzięczni...mimo że ja tego nie oczekuję...
to pamiętają aby podziękować za serce ...za czas...za miłość...
więc jak to jest ?
Ano tak, że ludzie są różni...jedni żyją miłością....inni żądzą zemsty...jeszcze inni pokorą...
ja wybieram miłość...
i mimo, że życie stawia mnie w różnych sytuacjach....to się nie zmieni...choć umiem się bronić i nie zapominam...
Mimo tego całego syfu na ziemi...będę sobą...oczywiście zbieram dokumenty...kopiuję oplucia , kiedy mnie opluwają i czasami ich używam, tak jak ostatnio....ale tylko na życzenie plujących...sama nie zaczynam...
To tak jak z dziećmi...nie uczę ich bić nikogo...ale kiedy ktoś je zaczepia to zawsze mówię : wtedy tak przywal, żeby na długo lekcję zapamiętał...nie zaczepiaj, ale broń się !! toi już nie czasy aby nadstawiać drugi policzek...
tak samo jest z dawaniem i byciem dobrym...
trzeba wyważyć....ile i komu....bo można zrobić większą krzywdę...to nie jest wcale takie proste....
i jeszcze dodam tylko o bezinteresowności....
jeśli ktoś Ci coś daje, tak po prostu, pomaga...to nigdy już nie myślę, że jest to bezinteresowne...
Nie wielu jest bowiem ludzi, którzy pomagają tak po prostu...choć znam takich...
Ja też się do nich zaliczam...czasami,...choć tez nie zawsze...czasami pomagam bo tak trzeba, czasami bo wypada...choć mało się ze zdaniem innych liczę...tak już mam...czasem jednak chodzi nie o moje dobro a dobro wyższe...wtedy pomagam bo tak trzeba...ale najchętniej kiedy kocham...i to nie raz była moja zguba...
postanowiłam zatem pomagać dzieciom które kocham..które są chore...i to robię bezinteresownie...
Mężczyźni...tylko moi dwaj przyjaciele pomagają bezinteresownie i zawsze byli kiedy powinni...a inni cóż...
potrzebują zawsze pomocy...prędzej czy później tak jest ...to tylko kwestia czasu...
Ponieważ jednak wiem o tym...nie ufam..nie angażuję się ...obserwuję i ...oto jest ...
Życie to kwestia wyborów....
wybierajmy właściwie...codziennie się o to modlę...o mądre wybory i decyzje...
tyle o bezinteresowności i pomaganiu...taka refleksja dzisiaj....
przyszła sama...
dobranoc :-)
to tak jak z tą szklanką herbaty w chorobie....czasami jest a czasami nie ma nikogo, kto może ją podać...
ja mam dzieci...
i zawsze ktoś jest przy mnie :-)
Burlescu
dziwne rzeczy się dzieją ostatnio ...tuż obok...
przekonuję się tak wyraźnie i namacalnie jacy są ludzie...
Byłam w mega trudnej sytuacji...nie dałam na czas ludziom wypłaty i ....okazało się, że są jak gąbka...
czasami z nich wylatuje woda, czasami zapach a czasami gówno ...zwyczajnie...
Ludzie przyciśnięci do muru pokazują kim są...i nie ważne , że niby wcześniej rozumieli i sami mówili, że tak będzie....potem odwrócili role i ...atakują...
Hmmm...miałam w życiu różne sytuacje...kilka razy zeszłam poniżej poziomu...do tzw. katakumb...bo ktoś lub coś sprawiło , że nie można było inaczej...
Jak trudno jest wyjść...wstać...podnieść głowę...jak potem zauważa się grosiki na drodze...bo ciągle się chodzi ze spuszczoną głową...
Niektórzy nawet próbują straszyć...tylko to wtedy działa, kiedy ktoś się boi...a ja się nie boję...
bo kiedy nauczysz się chodzić nocą po ciemnym lesie, to czy potem wystraszysz się kiedy ktoś zgasi światło? Albo kiedy straszy ?
O NIE !
Ja nie boję się nikogo...potrafię się bronić....i jak mawiają Ci co mnie znają dobrze...lepiej nie mieć mnie po drugiej stronie....bo wybaczam , ale nigdy nie zapominam...
Tak jak nie zapomnę przez kogo straciłam pracę...2 razy...tak nie zapomnę kogoś, kto oczernił mnie przed rodziną...tak samo nie zapomnę nikogo kto mnie okradł, nie ważne czy w domu czy w firmie...ani nikogo kto okazał się nie tylko nielojalny, ale nakłamał aby siebie wybielić na moim tle...kiedyś zapłaci za to...
I nie będę jak Hrabia Monte Christo...bo po co ???
Ludzie, którzy tak postępują dostają prędzej czy później zapłatę...od innych....więc nie warto się babrać...
lepiej spokojnie żyć...dalej :-) i uśmiechać się do życia....
wybaczyłam wszystkim...i wszystko...ale gdyby trzeba było to się nie zawaham...jestem jak lwica...walczę o swoje...
Ci sami ludzie wracają...przychodzą teraz po wypłaty i ...różnie się zachowują...większość udaje że nic się nie stało...niektórzy nawet mówią, że nie mają pracy...że nie tak łatwo znaleźć...i dobrze...może teraz docenią co stracili...inni szukają wytłumaczenia...a jeszcze inni nie mogą w oczy spojrzeć...nie potrafią wytrzymać mojego wzroku....
a gdzie była ich lojalność ? zaufanie ??? pomoc w utrzymaniu firmy ???
są i tacy...którym pomogłam i dostaję kopniaki...ale żeby nie zabrzmiało kolokwialnie, że mam to w dupie, to mam to w nosie...razem z katarem...wysmarkam i po wszystkim....Ci co mnie dobrze znają wiedzą jaka jestem a innym nie będę i nie chcę niczego udowadniać...bo po co ???
niestety dobroć i bezinteresowność to ostatnio wymarłe cechy...
podam przykład:
przychodził do firmy pewien chłopiec...co sobotę pytał co będzie jakie warsztaty itd...chciałam mu nawet pomóc...pierwszemu z fundacji...bo ma talent...maluje...cudnie...a w domu jest ich dużo...
okazało się, że chciał tylko kasę na części do deskorolki...przyjrzałam się rodzinie....na fb można sporo zobaczyć....i już wiem, że nie będę mu pomagać....
Popsuł to...stracił moje zaufanie...jeszcze do tego mnie obraził...więc jak tu mówić o przyjaźni i pomocy ?
Nie wyniósł tego z domu...i nie chcę i nie mogę mu pomóc....
Za to kiedy pomagam innym dzieciom w fundacji...albo ostatnio Synkowi mojego przyjaciela z Orange ....to czasami jest mi aż głupio, jak Ci ludzie potrafią być wdzięczni...mimo że ja tego nie oczekuję...
to pamiętają aby podziękować za serce ...za czas...za miłość...
więc jak to jest ?
Ano tak, że ludzie są różni...jedni żyją miłością....inni żądzą zemsty...jeszcze inni pokorą...
ja wybieram miłość...
i mimo, że życie stawia mnie w różnych sytuacjach....to się nie zmieni...choć umiem się bronić i nie zapominam...
Mimo tego całego syfu na ziemi...będę sobą...oczywiście zbieram dokumenty...kopiuję oplucia , kiedy mnie opluwają i czasami ich używam, tak jak ostatnio....ale tylko na życzenie plujących...sama nie zaczynam...
To tak jak z dziećmi...nie uczę ich bić nikogo...ale kiedy ktoś je zaczepia to zawsze mówię : wtedy tak przywal, żeby na długo lekcję zapamiętał...nie zaczepiaj, ale broń się !! toi już nie czasy aby nadstawiać drugi policzek...
tak samo jest z dawaniem i byciem dobrym...
trzeba wyważyć....ile i komu....bo można zrobić większą krzywdę...to nie jest wcale takie proste....
i jeszcze dodam tylko o bezinteresowności....
jeśli ktoś Ci coś daje, tak po prostu, pomaga...to nigdy już nie myślę, że jest to bezinteresowne...
Nie wielu jest bowiem ludzi, którzy pomagają tak po prostu...choć znam takich...
Ja też się do nich zaliczam...czasami,...choć tez nie zawsze...czasami pomagam bo tak trzeba, czasami bo wypada...choć mało się ze zdaniem innych liczę...tak już mam...czasem jednak chodzi nie o moje dobro a dobro wyższe...wtedy pomagam bo tak trzeba...ale najchętniej kiedy kocham...i to nie raz była moja zguba...
postanowiłam zatem pomagać dzieciom które kocham..które są chore...i to robię bezinteresownie...
Mężczyźni...tylko moi dwaj przyjaciele pomagają bezinteresownie i zawsze byli kiedy powinni...a inni cóż...
potrzebują zawsze pomocy...prędzej czy później tak jest ...to tylko kwestia czasu...
Ponieważ jednak wiem o tym...nie ufam..nie angażuję się ...obserwuję i ...oto jest ...
Życie to kwestia wyborów....
wybierajmy właściwie...codziennie się o to modlę...o mądre wybory i decyzje...
tyle o bezinteresowności i pomaganiu...taka refleksja dzisiaj....
przyszła sama...
dobranoc :-)
to tak jak z tą szklanką herbaty w chorobie....czasami jest a czasami nie ma nikogo, kto może ją podać...
ja mam dzieci...
i zawsze ktoś jest przy mnie :-)
piątek, 4 lipca 2014
przemawianie i przywództwo....o co chodzi ?
dzisiaj znowu o dzieciach :-)
wiem wiem..monotonna jestem...dzisiaj o dzieciach wszystkich...nie tylko przezroczystych....
dziecko rodzi się dobre...jest jak niezapisana kartka papieru....
w dużej mierze to od nas rodziców zależy co przez pierwsze lata na niej znajdziemy....
czy będzie to miłość, spokój, radość...i dużo słońca
czy też ból, strach, niepokój i inne złe uczucia...
zapewniając dziecku podstawowe warunki bezpieczeństwa i dbając o jego rozwój...poprzez wspólną zabawę sprawiamy, że dobrze się rozwija i ta kartka jest zapisana właściwymi treściami...
i na tym chciałabym się skupić....
mój osobisty proces odkrywania siebie ciągle trwa...
od dziecka myślałam , że jest coś ze mną nie tak, bo gdziekolwiek się pojawiłam tak natychmiast zostawałam zauważona....
nie z powodu wyjątkowej urody, czy gabarytów ( kiedyś byłam szczupła , serio :-) [ jak to dobrze mieć dystans do siebie :-) ], ale było coś we mnie czego nie umiałam nazwać i co nawet był czas że bardzo mi przeszkadzało....
Od małego byłam w wyjątkowy sposób oswajana ze sceną, choć jako dziecko nie miałam takiej wiedzy...że to było celowe działanie...hmmm...o to też nie podejrzewam moich rodziców....ale już Babcię tak :-)
Babcia zawoziła mnie na różne konkursy piosenki, deklamowania wierszy...nawet przed domem na ławce kazała mi stawać i deklamować wiersze...
kiedy miałam 7 lat, nauczyła mnie na pamięć Przedmowy weselnej i dzięki temu załatwiałyśmy wszystkie wesela w okolicy :-)..to była mega zabawa....:-)
tam też zaczęłam śpiewać z mikrofonem i potem już w liceum występować na scenie :-)
zaszłam wysoko, bo do finałów Festiwalu Piosenki Radzieckiej....
Gdzie mnie nie było... śpiewałam w Domu Kultury w Drezdenku, w Gorzowie i dalej...było fajnie, uwielbiałam to robić....
brak lęku przed sceną był u mnie naturalny, rósł ze mną i to było piękne....
i jeszcze do tego to moje Rządzenie :-) wszędzie mnie było pełno...
przewodnicząca klasy, szkolnego samorządu, założyciel teatru w liceum, kabaretu, Koła naukowego Matematyków na Studiach i nawet byłam szefem Samorządu całego Uniwersytetu...zaczynałam oczywiście od szefa mojego roku.
Społecznik...tak zaangażowany w swoją pracę misje pomagania innym...że czasem od tego aż dupa bolała...
bo jak masz miękkie serce, to musisz mieć twardą dupę...i to przecież wiecie :-)
nie umiałam nigdy żyć obojętnie, żyć i nie pomagać....
i do dzisiaj tak jest choć robię to znacznie bardziej umiejętnie...
w tym roku...byłam na pewnym szkolenie...w moim od dwóch lat cyklu odkrywania siebie i.....
co odkryłam :
że to nie jest nic złego to moje przywództwo...że to nie jest jakiś mój defekt ( bo i tak myślałam kiedyś, że inni to mają spokojnie a ja tak nie umiem, ja zawsze muszę gdzieś tam zaistnieć i choć nie ma w tym jakiej żądzy bycia kimś znanym, bo na tym mi nie zależy, to i tak nawet jak nie pójdę na wywiadówkę to i tak mnie szefem klasy wybiorą...no więc dlaczego ??? )
dzisiaj wiem....bo taka się urodziłam i tak mam rozwiniętą tą część mózgu która odpowiada za przywództwo i za społeczność za pomaganie...i kiedy tylko zdałam sobie sprawę, a ktoś mi w tym bardzo pomógł ( Ania Urbańska i Paweł Jarząbek ze Structogramem) jestem wreszcie szczęśliwa...bo nie szukam już kim jestem ?
nie próbuje być kimś kim nie będę....a cały mój potencjał wkładam w to kogo mam w sobie i to rozwijam i to jest piękne, bo najpiękniej mi wychodzi :-)
Do czego zmierzam :
Czy każda osobę można nauczyć występować na scenie ? Pewnie tak....
Ale czy każda osoba zrobi to inaczej ? Oczywiście...
Ale czy każda ma do tego większe predyspozycje ? Nie każda !!!!
Dlatego u mnie w Miasteczku uczymy dzieci jak wychodzić na scenę..oswajamy ze sceną...poprzez zabawę....pomagamy pozbyć się nieśmiałości...żeby poczuło, że też potrafi...że scena nie jest taka straszna...
ale to widać już u kilkuletnich dzieci, kto urodził się mówcą i przywódcą, bo to jednak się bardzo łączy...a kto woli to miejsce po drugiej stronie mocy...
i niech tak zostanie, bo przecież powinno być urozmaicenie...
w końcu jak ktoś dowodzi...to musi mieć kim :-)
prawda ???
kiedy byłam dzieckiem lubiłam śpiewać nad jeziorem ...siedziałam sobie na przewróconym drzewie nad jeziorem...w moim ulubionym miejscu....i śpiewałam....nie raz nie dwa, całą noc...uwielbiałam to robić i do dzisiaj bardzo często śpiewam...przy różnych okazjach...ale kiedy rodzice kazali mi i rodzeństwu śpiewać dla ich gości....nie cierpiałam tego...
więc tutaj mała dygresja...
nie każdego można i trzeba wszystkiego nauczyć...
to a propos dzieci...
a my dorośli ???
z nami jest inaczej ???
NIE
z nami jest dokładnie tak samo :-)
kiedy w zeszłym roku na NAC-u jeden z wykładowców i Wielkich Mówców powiedział :
za rok to możesz TY tutaj stać i przemawiać !
pomyślałam : Tak, pewnie że to możliwe, ale czy ja tego chcę, potrafię i czy to również mój sposób na życie ??
i każdy powinien sobie na to pytanie odpowiedzieć :-)
sam sobie....szczerze...
bo może jesteś i będziesz lepszy w czymś zupełnie innym i to będzie Twoje szczęście ???
Mnie każdego dnia moi 4 Synowie tak wiele uczą...i ja przyjmuję te lekcje...
i jestem wdzięczna za nie, a im nie narzucam kim mają być....chce aby były szczęśliwe..to jest najważniejsze...ale kiedy widzę jakie mają talenty, predyspozycje, to je wspieram....podsuwam rozwiązania...książki, materiały...i taka rola rodzica...
żeby zapalić ogień trzeba rozniecić iskrę....a potem podtrzymywać ten tlący się żar...tak długo...aż zapłonie...a i to nie koniec....
pięknego dnia :-)
i niech sprawi, że odkryjecie w sobie jakiś talent...
bo odkrywanie jest w tym wszystkim najpiękniejsze....
a to jedna ze scen...scena życia jednak jest najważniejsza...
wiem wiem..monotonna jestem...dzisiaj o dzieciach wszystkich...nie tylko przezroczystych....
dziecko rodzi się dobre...jest jak niezapisana kartka papieru....
w dużej mierze to od nas rodziców zależy co przez pierwsze lata na niej znajdziemy....
czy będzie to miłość, spokój, radość...i dużo słońca
czy też ból, strach, niepokój i inne złe uczucia...
zapewniając dziecku podstawowe warunki bezpieczeństwa i dbając o jego rozwój...poprzez wspólną zabawę sprawiamy, że dobrze się rozwija i ta kartka jest zapisana właściwymi treściami...
i na tym chciałabym się skupić....
mój osobisty proces odkrywania siebie ciągle trwa...
od dziecka myślałam , że jest coś ze mną nie tak, bo gdziekolwiek się pojawiłam tak natychmiast zostawałam zauważona....
nie z powodu wyjątkowej urody, czy gabarytów ( kiedyś byłam szczupła , serio :-) [ jak to dobrze mieć dystans do siebie :-) ], ale było coś we mnie czego nie umiałam nazwać i co nawet był czas że bardzo mi przeszkadzało....
Od małego byłam w wyjątkowy sposób oswajana ze sceną, choć jako dziecko nie miałam takiej wiedzy...że to było celowe działanie...hmmm...o to też nie podejrzewam moich rodziców....ale już Babcię tak :-)
Babcia zawoziła mnie na różne konkursy piosenki, deklamowania wierszy...nawet przed domem na ławce kazała mi stawać i deklamować wiersze...
kiedy miałam 7 lat, nauczyła mnie na pamięć Przedmowy weselnej i dzięki temu załatwiałyśmy wszystkie wesela w okolicy :-)..to była mega zabawa....:-)
tam też zaczęłam śpiewać z mikrofonem i potem już w liceum występować na scenie :-)
zaszłam wysoko, bo do finałów Festiwalu Piosenki Radzieckiej....
Gdzie mnie nie było... śpiewałam w Domu Kultury w Drezdenku, w Gorzowie i dalej...było fajnie, uwielbiałam to robić....
brak lęku przed sceną był u mnie naturalny, rósł ze mną i to było piękne....
i jeszcze do tego to moje Rządzenie :-) wszędzie mnie było pełno...
przewodnicząca klasy, szkolnego samorządu, założyciel teatru w liceum, kabaretu, Koła naukowego Matematyków na Studiach i nawet byłam szefem Samorządu całego Uniwersytetu...zaczynałam oczywiście od szefa mojego roku.
Społecznik...tak zaangażowany w swoją pracę misje pomagania innym...że czasem od tego aż dupa bolała...
bo jak masz miękkie serce, to musisz mieć twardą dupę...i to przecież wiecie :-)
nie umiałam nigdy żyć obojętnie, żyć i nie pomagać....
i do dzisiaj tak jest choć robię to znacznie bardziej umiejętnie...
w tym roku...byłam na pewnym szkolenie...w moim od dwóch lat cyklu odkrywania siebie i.....
co odkryłam :
że to nie jest nic złego to moje przywództwo...że to nie jest jakiś mój defekt ( bo i tak myślałam kiedyś, że inni to mają spokojnie a ja tak nie umiem, ja zawsze muszę gdzieś tam zaistnieć i choć nie ma w tym jakiej żądzy bycia kimś znanym, bo na tym mi nie zależy, to i tak nawet jak nie pójdę na wywiadówkę to i tak mnie szefem klasy wybiorą...no więc dlaczego ??? )
dzisiaj wiem....bo taka się urodziłam i tak mam rozwiniętą tą część mózgu która odpowiada za przywództwo i za społeczność za pomaganie...i kiedy tylko zdałam sobie sprawę, a ktoś mi w tym bardzo pomógł ( Ania Urbańska i Paweł Jarząbek ze Structogramem) jestem wreszcie szczęśliwa...bo nie szukam już kim jestem ?
nie próbuje być kimś kim nie będę....a cały mój potencjał wkładam w to kogo mam w sobie i to rozwijam i to jest piękne, bo najpiękniej mi wychodzi :-)
Do czego zmierzam :
Czy każda osobę można nauczyć występować na scenie ? Pewnie tak....
Ale czy każda osoba zrobi to inaczej ? Oczywiście...
Ale czy każda ma do tego większe predyspozycje ? Nie każda !!!!
Dlatego u mnie w Miasteczku uczymy dzieci jak wychodzić na scenę..oswajamy ze sceną...poprzez zabawę....pomagamy pozbyć się nieśmiałości...żeby poczuło, że też potrafi...że scena nie jest taka straszna...
ale to widać już u kilkuletnich dzieci, kto urodził się mówcą i przywódcą, bo to jednak się bardzo łączy...a kto woli to miejsce po drugiej stronie mocy...
i niech tak zostanie, bo przecież powinno być urozmaicenie...
w końcu jak ktoś dowodzi...to musi mieć kim :-)
prawda ???
kiedy byłam dzieckiem lubiłam śpiewać nad jeziorem ...siedziałam sobie na przewróconym drzewie nad jeziorem...w moim ulubionym miejscu....i śpiewałam....nie raz nie dwa, całą noc...uwielbiałam to robić i do dzisiaj bardzo często śpiewam...przy różnych okazjach...ale kiedy rodzice kazali mi i rodzeństwu śpiewać dla ich gości....nie cierpiałam tego...
więc tutaj mała dygresja...
nie każdego można i trzeba wszystkiego nauczyć...
to a propos dzieci...
a my dorośli ???
z nami jest inaczej ???
NIE
z nami jest dokładnie tak samo :-)
kiedy w zeszłym roku na NAC-u jeden z wykładowców i Wielkich Mówców powiedział :
za rok to możesz TY tutaj stać i przemawiać !
pomyślałam : Tak, pewnie że to możliwe, ale czy ja tego chcę, potrafię i czy to również mój sposób na życie ??
i każdy powinien sobie na to pytanie odpowiedzieć :-)
sam sobie....szczerze...
bo może jesteś i będziesz lepszy w czymś zupełnie innym i to będzie Twoje szczęście ???
Mnie każdego dnia moi 4 Synowie tak wiele uczą...i ja przyjmuję te lekcje...
i jestem wdzięczna za nie, a im nie narzucam kim mają być....chce aby były szczęśliwe..to jest najważniejsze...ale kiedy widzę jakie mają talenty, predyspozycje, to je wspieram....podsuwam rozwiązania...książki, materiały...i taka rola rodzica...
żeby zapalić ogień trzeba rozniecić iskrę....a potem podtrzymywać ten tlący się żar...tak długo...aż zapłonie...a i to nie koniec....
pięknego dnia :-)
i niech sprawi, że odkryjecie w sobie jakiś talent...
bo odkrywanie jest w tym wszystkim najpiękniejsze....
a to jedna ze scen...scena życia jednak jest najważniejsza...
poniedziałek, 30 czerwca 2014
przezroczyste dzieci...ale czy można sprawić , że będą tęczowe ?...i zaczniemy je zauważać ? choćby jeden kolor ?
dzisiaj ciąg dalszy obserwacji przezroczystych dzieci....
Dzieci Przezroczyste ...nie będą miały zmarszczek !!!
No bo jak skoro się nie uśmiechają ???
i co teraz ? wyobraźcie sobie staruszkę, która nie ma zmarszczek ....trudno prawda....?
a tak może być....
i to nie tylko mit, że ludzie starzeją się różnie, a na twarzy widać co przeżyli w życiu....
Tak JEST ...
Jedni mają pazurki wokół oczu świadczące o tym, że często się uśmiechali, inni mają smutne i bruzdy wokół ust...czasami są takie w dół....
Całe życie pracujemy na swój wygląd...
staram się o tym pamiętać kiedy mi smutno....
a co będzie z przezroczystymi dziećmi ???
Co kiedy one nie potrafią wyrażać emocji ???
Są zagubione...idzie takie dziecko przez osiedle...głowa w kapturze, albo bez, oczy skupione na butach...albo patrzy gdzieś bezwiednie...idzie jak lunatyk we śnie....i wierzcie mi lepiej takiego dziecka nie obudzić...bo może wszystko się zdarzyć....bo się wystraszy tego inne Świata...rzeczywistości....
Takie przezroczyste dzieci mają jeszcze na pamięć jakby wyuczone niechciejstwo...czyli cokolwiek by to było...i tak mi się nie chce....
Nie chce grać w piłkę, nie chce jeździć na rowerze, nie chce bawić się z innymi, ani nie chce bawić się sam...bo chce tylko jednego :
ZNALEŹĆ SIĘ W SWOIM MATRIXIE czyli przy komputerze !!!!! i Grać !!!!!!!!!!!!!!!!!!!
..........................................................................................................................................
a kiedy mu to zabierzesz...kiedy odetniesz od tego.....to uważaj !!!!!!!!!!!!!!
widziałam na wakacjach w zeszłym roku....dziecko wyjęte z matrixu....matka bezradna płakała na ławce...
a ja głupia zapytałam na co jej synek jest chory i czy mogę jakoś pomóc ? Chyba bardzo kurtuazyjnie, bo nie znałam sposobu...tak źle to wyglądało....Mały człowiek ( miała 8 lat) na każdą propozycje matki mówił NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
i się darł : ja chce do domu !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
pytam tą Panią, czy może słońce mu szkodzi, albo morza i słonej wody nie lubi ...a Ona, że w domu ma komputer....
było tak 3 dni po kolei......
czwartego dnia skapitulowała....zakończyła wczasy z synem...i wróciła do domu ...do " świętego spokoju "...
dalej chowa małego potwora.....
już płacze....to dziecko nie wie co to inne uczucia poza szantażem...wygrał....
a gdzie szacunek do matki, miłość, dobroć, a choćby współczucie....????
ale kto ma go tego nauczyć ???
KOMPUTER ???????????????????
Ludzie ! chrońcie swoje dzieci !!!!
nie można dla świętego spokoju chować PRZEZROCZYSTE DZIECI.....
nawet te które maja 10 lat...można z tego wyciągnąć....
tylko trzeba zrobić to umiejętnie.....
Kiedyś mówiło się, że dzieci chowa ulica, że jak za długo były na dworze, na ulicy to znaczyło, ze nie zajmują się nimi rodzice...teraz jest zupełnie odwrotnie....teraz je wychowuje komputer!!!
Tylko kiedyś kiedy razem graliśmy na ściernisku albo na łące...rodzice wiedzieli z kim gramy...i nic złego w tym nie było, uczyliśmy się rywalizacji, ruch fizyczny wpływa dobrze na zdrowie i oddychaliśmy...
Teraz w dusznym pokoju siedzi taki mały człowiek, ma krzywy kręgosłup, i ....potrafi nie jeść, nie pić...byle grać....a jak jeszcze przychodzi do kuchni to...jest agresywny...i masz mu dać jeść bo jest głodny !!!
nie chowajmy dzieci przezroczystych...
wiem co piszę, bo też odganiam dzieci od komputera, też kiedy pozwalam chętnie grają...ale wszystko w umiarze...a kiedy tylko zauważam coś niepokojącego...szlaban..wiedzą dlaczego... najlepsza kara kiedy nie wypełniają obowiązków...tracą to co kochają...zabieram internet i sprzęt...i działa...wracają grzeczni chłopcy....
też mnie denerwuje to jak to lubią, ale cóż...technika poszła do przodu, byle nie zwariować...byle nie dać się omotać komputerom...
Rozejrzyjcie się....dookoła jest pełno przezroczystych dzieci....
nie chcą się bawić...liczba ich rośnie w zastraszającym tempie...
pisze o tym...ponieważ ostatnio udało mi się zmienić kolor...przezroczystemu dziecku...na razie na jeden...ale kiedyś będzie tęczowy...jak zechce...i jego Rodzice mu pomogą...
ale kosztowało mnie to wiele rozmów i....zrobienie wszystkiego aby odciągnąć go od komputera...czasem był sposobem fakt, że nie ma internetu...nie działa ( wpisywałam złe hasło) i pomalutku...podziałało...
spróbujcie....nigdy nie jest za późno...choć na początku będzie bardzo trudno...musicie tylko wyjść z własnymi dziećmi...spędzić z nimi trochę czasu, każdego dnia, nawet czasami wyjść na spacer i porozmawiać...pokazać biedronkę i listki brzozy....ale to trzeba robić....
czy wiecie jak wiele dzieci nie wie jak rosną ich ulubione owoce...choćby czereśnie, albo brzoskwinie ?
a co dopiero szparagi....czy ziemniaki....???
dzieci nie są po to aby być ....gdzieś tam...
dzieci są po to aby nas czegoś nauczyć...abyśmy spędzali z nimi czas i je kochali....a mądra miłość to taka, która dba o nie...o ich rozwój...
uczmy się dbać o nie .......
Kocham moje dzieci...czasem martwiłam się, że tak mało poświęcam im czasu....takie czasy..trudne...
ludzie pracują całe dnie...i ciężko to wszystko pogodzić...ja sama moich 4 Synów wychowuję...
ale cieszy mnie , że są nie tylko moimi dziećmi...są też moimi przyjaciółmi....i mam wpływ na to co robią...
owszem czasem grają na komputerze...ale tylko czasem....
i nie są przezroczyste ...dbam o Nie....ale pilnuję tego bardzo.....
czasami u kresu sił...wychodzę z nimi do lasu...albo zwyczajnie na spacer...na piłkę...( tego od roku robić nie mogę i cierpię...bo boli kolano po wypadku)....
ale wiem, że warto...że to zaprocentuje....już procentuje....
nie wszyscy mają świadectwa z paskiem..nie muszą....ale nie o to chodzi....każdy z nich ma kilka celi, wie do czego dąży....to jest najważniejsze...i mimo że cele im się zmieniają....to mają je...
czego nie ma wielu dorosłych ludzi...
dzieci mnie uczą....wiele pokazują....czasem są to i dla mnie bolesne lekcje...
ale dzieci kocha się bezwarunkowo....ja moje KOCHAM NAJBARDZIEJ NA Świecie....
NAJBARDZIEJ JAK POTRAFIĘ....
I WSZYSTKIM WAM TEGO ŻYCZĘ.....
KOCHAJMY NASZE DZIECI :-)
Bo te uśmiechnięte buzie mogą rozświetlić najbardziej trudny dzień....
wiele razy tylko swoją obecnością dodawali mi siły....
Dzieci Przezroczyste ...nie będą miały zmarszczek !!!
No bo jak skoro się nie uśmiechają ???
i co teraz ? wyobraźcie sobie staruszkę, która nie ma zmarszczek ....trudno prawda....?
a tak może być....
i to nie tylko mit, że ludzie starzeją się różnie, a na twarzy widać co przeżyli w życiu....
Tak JEST ...
Jedni mają pazurki wokół oczu świadczące o tym, że często się uśmiechali, inni mają smutne i bruzdy wokół ust...czasami są takie w dół....
Całe życie pracujemy na swój wygląd...
staram się o tym pamiętać kiedy mi smutno....
a co będzie z przezroczystymi dziećmi ???
Co kiedy one nie potrafią wyrażać emocji ???
Są zagubione...idzie takie dziecko przez osiedle...głowa w kapturze, albo bez, oczy skupione na butach...albo patrzy gdzieś bezwiednie...idzie jak lunatyk we śnie....i wierzcie mi lepiej takiego dziecka nie obudzić...bo może wszystko się zdarzyć....bo się wystraszy tego inne Świata...rzeczywistości....
Takie przezroczyste dzieci mają jeszcze na pamięć jakby wyuczone niechciejstwo...czyli cokolwiek by to było...i tak mi się nie chce....
Nie chce grać w piłkę, nie chce jeździć na rowerze, nie chce bawić się z innymi, ani nie chce bawić się sam...bo chce tylko jednego :
ZNALEŹĆ SIĘ W SWOIM MATRIXIE czyli przy komputerze !!!!! i Grać !!!!!!!!!!!!!!!!!!!
..........................................................................................................................................
a kiedy mu to zabierzesz...kiedy odetniesz od tego.....to uważaj !!!!!!!!!!!!!!
widziałam na wakacjach w zeszłym roku....dziecko wyjęte z matrixu....matka bezradna płakała na ławce...
a ja głupia zapytałam na co jej synek jest chory i czy mogę jakoś pomóc ? Chyba bardzo kurtuazyjnie, bo nie znałam sposobu...tak źle to wyglądało....Mały człowiek ( miała 8 lat) na każdą propozycje matki mówił NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
i się darł : ja chce do domu !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
pytam tą Panią, czy może słońce mu szkodzi, albo morza i słonej wody nie lubi ...a Ona, że w domu ma komputer....
było tak 3 dni po kolei......
czwartego dnia skapitulowała....zakończyła wczasy z synem...i wróciła do domu ...do " świętego spokoju "...
dalej chowa małego potwora.....
już płacze....to dziecko nie wie co to inne uczucia poza szantażem...wygrał....
a gdzie szacunek do matki, miłość, dobroć, a choćby współczucie....????
ale kto ma go tego nauczyć ???
KOMPUTER ???????????????????
Ludzie ! chrońcie swoje dzieci !!!!
nie można dla świętego spokoju chować PRZEZROCZYSTE DZIECI.....
nawet te które maja 10 lat...można z tego wyciągnąć....
tylko trzeba zrobić to umiejętnie.....
Kiedyś mówiło się, że dzieci chowa ulica, że jak za długo były na dworze, na ulicy to znaczyło, ze nie zajmują się nimi rodzice...teraz jest zupełnie odwrotnie....teraz je wychowuje komputer!!!
Tylko kiedyś kiedy razem graliśmy na ściernisku albo na łące...rodzice wiedzieli z kim gramy...i nic złego w tym nie było, uczyliśmy się rywalizacji, ruch fizyczny wpływa dobrze na zdrowie i oddychaliśmy...
Teraz w dusznym pokoju siedzi taki mały człowiek, ma krzywy kręgosłup, i ....potrafi nie jeść, nie pić...byle grać....a jak jeszcze przychodzi do kuchni to...jest agresywny...i masz mu dać jeść bo jest głodny !!!
nie chowajmy dzieci przezroczystych...
wiem co piszę, bo też odganiam dzieci od komputera, też kiedy pozwalam chętnie grają...ale wszystko w umiarze...a kiedy tylko zauważam coś niepokojącego...szlaban..wiedzą dlaczego... najlepsza kara kiedy nie wypełniają obowiązków...tracą to co kochają...zabieram internet i sprzęt...i działa...wracają grzeczni chłopcy....
też mnie denerwuje to jak to lubią, ale cóż...technika poszła do przodu, byle nie zwariować...byle nie dać się omotać komputerom...
Rozejrzyjcie się....dookoła jest pełno przezroczystych dzieci....
nie chcą się bawić...liczba ich rośnie w zastraszającym tempie...
pisze o tym...ponieważ ostatnio udało mi się zmienić kolor...przezroczystemu dziecku...na razie na jeden...ale kiedyś będzie tęczowy...jak zechce...i jego Rodzice mu pomogą...
ale kosztowało mnie to wiele rozmów i....zrobienie wszystkiego aby odciągnąć go od komputera...czasem był sposobem fakt, że nie ma internetu...nie działa ( wpisywałam złe hasło) i pomalutku...podziałało...
spróbujcie....nigdy nie jest za późno...choć na początku będzie bardzo trudno...musicie tylko wyjść z własnymi dziećmi...spędzić z nimi trochę czasu, każdego dnia, nawet czasami wyjść na spacer i porozmawiać...pokazać biedronkę i listki brzozy....ale to trzeba robić....
czy wiecie jak wiele dzieci nie wie jak rosną ich ulubione owoce...choćby czereśnie, albo brzoskwinie ?
a co dopiero szparagi....czy ziemniaki....???
dzieci nie są po to aby być ....gdzieś tam...
dzieci są po to aby nas czegoś nauczyć...abyśmy spędzali z nimi czas i je kochali....a mądra miłość to taka, która dba o nie...o ich rozwój...
uczmy się dbać o nie .......
Kocham moje dzieci...czasem martwiłam się, że tak mało poświęcam im czasu....takie czasy..trudne...
ludzie pracują całe dnie...i ciężko to wszystko pogodzić...ja sama moich 4 Synów wychowuję...
ale cieszy mnie , że są nie tylko moimi dziećmi...są też moimi przyjaciółmi....i mam wpływ na to co robią...
owszem czasem grają na komputerze...ale tylko czasem....
i nie są przezroczyste ...dbam o Nie....ale pilnuję tego bardzo.....
czasami u kresu sił...wychodzę z nimi do lasu...albo zwyczajnie na spacer...na piłkę...( tego od roku robić nie mogę i cierpię...bo boli kolano po wypadku)....
ale wiem, że warto...że to zaprocentuje....już procentuje....
nie wszyscy mają świadectwa z paskiem..nie muszą....ale nie o to chodzi....każdy z nich ma kilka celi, wie do czego dąży....to jest najważniejsze...i mimo że cele im się zmieniają....to mają je...
czego nie ma wielu dorosłych ludzi...
dzieci mnie uczą....wiele pokazują....czasem są to i dla mnie bolesne lekcje...
ale dzieci kocha się bezwarunkowo....ja moje KOCHAM NAJBARDZIEJ NA Świecie....
NAJBARDZIEJ JAK POTRAFIĘ....
I WSZYSTKIM WAM TEGO ŻYCZĘ.....
KOCHAJMY NASZE DZIECI :-)
Bo te uśmiechnięte buzie mogą rozświetlić najbardziej trudny dzień....
wiele razy tylko swoją obecnością dodawali mi siły....
Subskrybuj:
Posty (Atom)













